"Turawa okiem karpiarza" - Darek Mirek, Marcin Janic
Zbiorniki zaporowe stanowią stosunkowo niewielki procent akwenów wodnych na terenie Polski. Jest ich blisko 100, a więc w porównaniu ze zbiornikami naturalnymi, liczba ta nie robi wrażenia. Jednak to, co cechuje zbiorniki zaporowe w odróżnieniu od innych zalewów, to ich wielkość, czasami przekraczająca kilka tysięcy hektarów. Duży zbiornik zaporowy Turawa, o którym chcę opowiedzieć, również należy do takich gigantów.
Zbiornik powstał w latach 1933-1939 na rzece Mała Panew. Celem była regulacja rzeki Odry, zapewnienie bezpieczeństwa w czasie powodzi oraz rekreacja. O ogromie tego zbiornika świadczyć może fakt, iż wyliczono, ze w jednym czasie na brzegach wypoczywać może ponad 40 tysięcy ludzi, a baza noclegowa zapewnia nocleg dla niemal 12 tysięcy. Wydaję się jednak, że lata masowych najazdów turystów zbiornik ma już za sobą, czego nie można powiedzieć o turystyce wędkarskiej.


Głębokość i ukształtowanie dna
Według oficjalnych danych maksymalna głębokość wynosi 13 metrów, jednak miejsc takich jest bardzo mało. Średnia głębokość wynosi około 4 metrów. Ukształtowanie dna nie jest zbyt zróżnicowane i praktyczni na każdym brzegu wygląda podobnie, a więc rozpoczyna się delikatnym zejściem w stronę środka jeziora. Zaczepów przy samym brzegu jest stosunkowo niewiele, ale prawdziwe zaczepy zaczynają się na większych odległościach. Na brzegu północnym będzie to odległość około 100- 140 metrów przy normalnym stanie wody, zaś na brzegu przeciwległym kłopoty z zaczepami zaczynają się już na 80 metrze. Jak wiele zbiorników zaporowych, tak i ten powstały na terenie wyciętych lasów i wysiedlonych wiosek. Spotkamy tu liczne korzenie. Celowo wspomniałem o konkretnych stronach zbiornika, bo to właśnie one są najczęściej odwiedzane przez karpiarzy. Pozostałe brzegi są dla wędkarzy mniej atrakcyjne, czy to z powodu ryb, czy też ukształtowania terenu, jak np.: wał zachodni, który jest stromy i kamienisty, co nie przeszkadza być może kilku godzinnym wyprawą na leszcza, ale całkowicie uniemożliwia kilkudniową zasiadkę. Od tej reguły są wyjątki, ale o tym później.
Mówiąc o utrudnieniach na Jeziorze Turawskim nie można pominąć tematu glonów. Ich zakwitanie spędza sen z powiek tak turystom, jak wędkarzom. Turawa zakwita już od wielu lat w najcieplejszych miesiącach, gdy woda osiąga wysoką temperaturę. Wytrąca się wtedy zielony kożuch o nieprzyjemnym zapachu. Zazwyczaj problem dotyczy linii brzegowej, co w ekstremalnych przypadkach skutkuje zamknięciem łowiska da kąpiących. Dla wędkarzy łowiących z brzegu oznacza to właściwie to samo, bo bywają przypadki, że osadzający się na żyłce glon uniemożliwia nawiniecie jej na kołowrotek. Osobiście też tego doświadczyłem. Problem nie trwa zbyt długo, ale skutecznie wyleczył wielu ludzi z wypoczynku nad tą wodą.

Mówiąc o utrudnieniach na Jeziorze Turawskim nie można pominąć tematu glonów. Ich zakwitanie spędza sen z powiek tak turystom, jak wędkarzom. Turawa zakwita już od wielu lat w najcieplejszych miesiącach, gdy woda osiąga wysoką temperaturę. Wytrąca się wtedy zielony kożuch o nieprzyjemnym zapachu. Zazwyczaj problem dotyczy linii brzegowej, co w ekstremalnych przypadkach skutkuje zamknięciem łowiska da kąpiących. Dla wędkarzy łowiących z brzegu oznacza to właściwie to samo, bo bywają przypadki, że osadzający się na żyłce glon uniemożliwia nawiniecie jej na kołowrotek. Osobiście też tego doświadczyłem. Problem nie trwa zbyt długo, ale skutecznie wyleczył wielu ludzi z wypoczynku nad tą wodą.

Wskazówki, czyli jak i na co łowić...
Tu sprawdza się obserwowanie ludzi. Tak jest! Ludzi! To, co rzuca się tu w oczy, to bardzo duża liczba okolicznych wędkarzy. Są oni tu jednak tylko wtedy, gdy ryba bierze. Bywają dni, że na całej linii brzegowej nie ma żywej duszy. Nie ma też reguły, gdzie można ich spotkać. Dziś siedzą w jednym miejscu, by jutro zmienić stanowisko o nawet kilka kilometrów!!! Już samo to powinno nam dać do myślenia. Mimo, iż w miażdżącej większości są to amatorzy koszyczków, sprężyn itp. nastawieni głównie na leszcza, warto zasięgnąć u nich języka. Często bowiem zdarza się, że trafia się niespodziewanie karp o większej masie, co z kolei może świadczyć o pobycie stada właśnie w tym miejscu. Kolejną grupą, jaką możemy tu wyróżnić, są wędkarze polujący na węgorze i sumy. Łowią głównie na "trupka" i rosówki. Tym również zdarza się złowienie pięknego karpia czy amura. Mówię o tym wszystkim z jednego powodu. W taki sposób dużo szybciej dowiemy się, w jakich rejonach tak potężnego akwenu możemy trafić na naszych ulubieńców. Jest to ważny element, gdyż na typowe poszukiwania stracilibyśmy mnóstwo czasu. Zaletą Jeziora Turawskiego jest również mała liczba karpiarzy. Powodem tego zjawiska zapewne jest nieznajomość zbiornika i fakt, iż wymaga on dużo większego wkładu pracy niż glinianka, czy mała żwirownia.
Tak zwanymi pewnymi miejscami, jakie najczęściej odwiedzamy są wspomniane brzegi północny i południowy. Na północnym występuje cypel, na którym znajduje się ośrodek rekreacyjny Relax. Tam też występuje piaszczysta plaża, na której najczęściej łowimy. Podstawową sprawą jest tu wysondowanie dna, ponieważ korzenie, o których pisałem powyżej, występują tutaj w dużej ilości. Kiedyś miałem okazję zaobserwować, jak wygląda dno w czasie, gdy woda została spuszczona. Na odległości około 120 metrów rozpoczyna się pas głęboko osadzonych korzeni. Wywożenie zestawu dalej nie ma najmniejszego sensu, ponieważ grozi to zerwaniem zestawu przy zwijaniu, nie mówiąc już o wyciągnięciu stamtąd ryby. Jeśli jednak przyłożymy się do zbadania dna, efekty potrafią zadziwić. Zestawy kładę około 10 metrów od zaczepów, dający rybie miejsce na odjazd, na głębokości około 2-2, 5 metra.

Drugim najczęściej odwiedzanym przez nas miejscem są tak zwane "łąki". Są one właśnie jednym z miejsc, gdzie mimo wysokiego wału można swobodnie rozbić obóz. Dzieje się tak dlatego, ponieważ tuż za wałem w niektórych miejscach znajdują się poldery, które zazwyczaj nie są zalane, tworząc ciekawe miejsce do zasiadek. Tu wspomnianych korzeni jest zdecydowanie mniej, ale są przez to trudniejsze do zlokalizowania i również uciążliwe. Trudno jest sprecyzować głębokość, bo są tu miejsca, gdzie nawet 200 metrów od brzegu woda sięga ledwie do kolan. Po prostu trzeba to samemu zbadać. Przy tym brzegu znajdują sie chronione tarliska ryb, gdzie obowiązuje całkowity zakaz wędkowania.
Jeśli chodzi o przygotowanie łowiska, to zdecydowanie opłaca się kilkudniowe nęcenie poprzedzające zasiadkę. Unikajmy jedna stawiania bojek!!! Szczególnie, jeśli chodzi o sezon wakacyjny. Mają one jakiś magnes i przyciągają pływających na rowerkach wodnych i kajakarzy. Nie dosyć, że robią niepotrzebne zamieszanie na łowisku, to często przestawiają lub zrywają nasz marker. Jeśli jednak zdecydujemy się na oznakowanie łowiska, to zróbmy to w sposób przepisowy (bojka musi być oświetlona.), ponieważ policja lubi zrobić mały nalot i zwija wszystko, co nie jest postawione przepisowo. Jak nęcić" Oczywiście dużo!. W wodzie o takiej populacji dużych ryb musimy do wody sporo wrzucić. Mało tego, nie możemy wrzucać "byle, czego?, bo żeby zwabić rybę na takim obszarze, trzeba jej dać to, co lubi. Kukurydza na pewno powinna być bazą, ale nie może być jedynym składnikiem zanęt. Każdy ma swoje ulubione zanęty, więc nie będę się rozpisywał szczegółowo. Powiem tylko, że w ostatnich latach dobrą przynętą były kulki o smaku muszla, wątroba i ryba. Osobiście mieliśmy również efekty na scopex. Jeżeli chodzi o sposób podawania zanęty, nie widzę innego sposobu, jak tylko za pomocą pontonu lub łódki. Podanie do wody wiadra czy dwóch zanęty w inny sposób, to męczarnia. Słabo też spisują się modele zdalnie sterowne z racji swojej ładowności, ale i dużej fali, która na zbiornikach retencyjnych występuje.
Powiedzieliśmy sobie, co nieco na temat taktyki i przynęt. No tak, ale jakich ryb można się spodziewać? Turawa poza sandaczem słynie z potężnych amurów. Są one rzadko zgłaszane, bo ich łowcy szanują sobie własne miejscówki i nie chcą nalotu przyjezdnych. Jednak wiem, że łowi się tu amury grubo przekraczające 30 kilogramów, a w czasach, gdy były przeprowadzane odłowy do sieci trafiały ponad 40 kilogramowe! Karpie również są tu pokaźnych rozmiarów. Osobiście największy, z jakim się spotkałem, ważył ponad 25 kilo, więc jest o co walczyć.
Zbiorniki retencyjne to bardzo trudne łowiska. Wymagają wielodniowego nęcenia i żmudnego szukania miejsca na położenie naszej przynęty. Niejednokrotnie wielodniowe zasiadki kończą się klapą, nawet jeśli wszystko zrobimy w sposób książkowy. Jednak warto spędzić kilka godzin na przygotowania łowiska, bo kto wie, ile potężnych karpi i amurów kryje zaporówka? Do jakich wielkości dorastają? Ja twierdzę, ze pływa tu rekord Polski karpia.
Kiedyś wraz z moim długoletnim kompanem wypraw, Januszem przeżyliśmy zasiadkę, którą pamiętać będziemy do końca życia. Ostatniej nocy tego pięciodniowego wypadu mieliśmy około 20 brań!!! Warto dodać, że wcześniejsze dni przyniosły nam tylko 2 karpie. Ludzie, którzy siedzieli obok nie mieli żadnych brań. Okazało się, jak ważne jest wnikliwe sondowanie dna, a my przekonaliśmy o potencjale Turawy.

Regulamin
Duże Jezioro Turawskie leży na obszarze województwa opolskiego i obowiązuje na nim regulamin amatorskiego połowu ryb, właściwy temu okręgowi. Nas, z wiadomych powodów, interesuje karp i przepisy, które go dotyczą. Tu niestety następuje rozczarowanie albowiem mimo, iż na terenie opolskich wód wprowadzono górny wymiar karpia, który wynosi 70 cm, nie obowiązuje on wszędzie. Wyjątkiem są obwody rybackie, do których ta woda należy. W okresie od 1 stycznia do 31 maja obowiązuje zakaz wędkowania ze środków pływających. Nowością są "czasowe obręby ochronne". Na zbiorniku Turawskim obejmują one południowo-wschodnią część zalewu. Zaczyna się on od cypla, lokalnie zwanego "Angel spitzem" obejmując ujście rzeki Libawa, Mała Panew i przepompownie, aż do cypla na wysokości miejscowości Szczedrzyk. Pozostałe przepisy egzekwowane są zgodnie z regulaminem amatorskiego połowu ryb wydanym przez Okręg Polskiego Związku Wędkarskiego z siedzibą w Opolu.

Artykuł dostępny również w kwartalniku KarpMax 03/2011

Tak zwanymi pewnymi miejscami, jakie najczęściej odwiedzamy są wspomniane brzegi północny i południowy. Na północnym występuje cypel, na którym znajduje się ośrodek rekreacyjny Relax. Tam też występuje piaszczysta plaża, na której najczęściej łowimy. Podstawową sprawą jest tu wysondowanie dna, ponieważ korzenie, o których pisałem powyżej, występują tutaj w dużej ilości. Kiedyś miałem okazję zaobserwować, jak wygląda dno w czasie, gdy woda została spuszczona. Na odległości około 120 metrów rozpoczyna się pas głęboko osadzonych korzeni. Wywożenie zestawu dalej nie ma najmniejszego sensu, ponieważ grozi to zerwaniem zestawu przy zwijaniu, nie mówiąc już o wyciągnięciu stamtąd ryby. Jeśli jednak przyłożymy się do zbadania dna, efekty potrafią zadziwić. Zestawy kładę około 10 metrów od zaczepów, dający rybie miejsce na odjazd, na głębokości około 2-2, 5 metra.

Drugim najczęściej odwiedzanym przez nas miejscem są tak zwane "łąki". Są one właśnie jednym z miejsc, gdzie mimo wysokiego wału można swobodnie rozbić obóz. Dzieje się tak dlatego, ponieważ tuż za wałem w niektórych miejscach znajdują się poldery, które zazwyczaj nie są zalane, tworząc ciekawe miejsce do zasiadek. Tu wspomnianych korzeni jest zdecydowanie mniej, ale są przez to trudniejsze do zlokalizowania i również uciążliwe. Trudno jest sprecyzować głębokość, bo są tu miejsca, gdzie nawet 200 metrów od brzegu woda sięga ledwie do kolan. Po prostu trzeba to samemu zbadać. Przy tym brzegu znajdują sie chronione tarliska ryb, gdzie obowiązuje całkowity zakaz wędkowania.
Jeśli chodzi o przygotowanie łowiska, to zdecydowanie opłaca się kilkudniowe nęcenie poprzedzające zasiadkę. Unikajmy jedna stawiania bojek!!! Szczególnie, jeśli chodzi o sezon wakacyjny. Mają one jakiś magnes i przyciągają pływających na rowerkach wodnych i kajakarzy. Nie dosyć, że robią niepotrzebne zamieszanie na łowisku, to często przestawiają lub zrywają nasz marker. Jeśli jednak zdecydujemy się na oznakowanie łowiska, to zróbmy to w sposób przepisowy (bojka musi być oświetlona.), ponieważ policja lubi zrobić mały nalot i zwija wszystko, co nie jest postawione przepisowo. Jak nęcić" Oczywiście dużo!. W wodzie o takiej populacji dużych ryb musimy do wody sporo wrzucić. Mało tego, nie możemy wrzucać "byle, czego?, bo żeby zwabić rybę na takim obszarze, trzeba jej dać to, co lubi. Kukurydza na pewno powinna być bazą, ale nie może być jedynym składnikiem zanęt. Każdy ma swoje ulubione zanęty, więc nie będę się rozpisywał szczegółowo. Powiem tylko, że w ostatnich latach dobrą przynętą były kulki o smaku muszla, wątroba i ryba. Osobiście mieliśmy również efekty na scopex. Jeżeli chodzi o sposób podawania zanęty, nie widzę innego sposobu, jak tylko za pomocą pontonu lub łódki. Podanie do wody wiadra czy dwóch zanęty w inny sposób, to męczarnia. Słabo też spisują się modele zdalnie sterowne z racji swojej ładowności, ale i dużej fali, która na zbiornikach retencyjnych występuje.
Powiedzieliśmy sobie, co nieco na temat taktyki i przynęt. No tak, ale jakich ryb można się spodziewać? Turawa poza sandaczem słynie z potężnych amurów. Są one rzadko zgłaszane, bo ich łowcy szanują sobie własne miejscówki i nie chcą nalotu przyjezdnych. Jednak wiem, że łowi się tu amury grubo przekraczające 30 kilogramów, a w czasach, gdy były przeprowadzane odłowy do sieci trafiały ponad 40 kilogramowe! Karpie również są tu pokaźnych rozmiarów. Osobiście największy, z jakim się spotkałem, ważył ponad 25 kilo, więc jest o co walczyć.
Zbiorniki retencyjne to bardzo trudne łowiska. Wymagają wielodniowego nęcenia i żmudnego szukania miejsca na położenie naszej przynęty. Niejednokrotnie wielodniowe zasiadki kończą się klapą, nawet jeśli wszystko zrobimy w sposób książkowy. Jednak warto spędzić kilka godzin na przygotowania łowiska, bo kto wie, ile potężnych karpi i amurów kryje zaporówka? Do jakich wielkości dorastają? Ja twierdzę, ze pływa tu rekord Polski karpia.
Kiedyś wraz z moim długoletnim kompanem wypraw, Januszem przeżyliśmy zasiadkę, którą pamiętać będziemy do końca życia. Ostatniej nocy tego pięciodniowego wypadu mieliśmy około 20 brań!!! Warto dodać, że wcześniejsze dni przyniosły nam tylko 2 karpie. Ludzie, którzy siedzieli obok nie mieli żadnych brań. Okazało się, jak ważne jest wnikliwe sondowanie dna, a my przekonaliśmy o potencjale Turawy.

Regulamin
Duże Jezioro Turawskie leży na obszarze województwa opolskiego i obowiązuje na nim regulamin amatorskiego połowu ryb, właściwy temu okręgowi. Nas, z wiadomych powodów, interesuje karp i przepisy, które go dotyczą. Tu niestety następuje rozczarowanie albowiem mimo, iż na terenie opolskich wód wprowadzono górny wymiar karpia, który wynosi 70 cm, nie obowiązuje on wszędzie. Wyjątkiem są obwody rybackie, do których ta woda należy. W okresie od 1 stycznia do 31 maja obowiązuje zakaz wędkowania ze środków pływających. Nowością są "czasowe obręby ochronne". Na zbiorniku Turawskim obejmują one południowo-wschodnią część zalewu. Zaczyna się on od cypla, lokalnie zwanego "Angel spitzem" obejmując ujście rzeki Libawa, Mała Panew i przepompownie, aż do cypla na wysokości miejscowości Szczedrzyk. Pozostałe przepisy egzekwowane są zgodnie z regulaminem amatorskiego połowu ryb wydanym przez Okręg Polskiego Związku Wędkarskiego z siedzibą w Opolu.

Artykuł dostępny również w kwartalniku KarpMax 03/2011

Darek Mirek
Marcin Janic
Marcin Janic
Komentarze (7)
.....
7
środa, 24 sierpnia 2011 20:18
Marcin Janic
Jaśko, ja czekam na relacje po twojej zasiadce na Turawie i zdjęcia z wąsatymi misiami!!:)
turawa
6
środa, 24 sierpnia 2011 09:53
janusz gabruk
Piękne i trudne jezioro,ale wiadomo gdzie i w jakich porach można misków szukać....
:)
5
niedziela, 31 lipca 2011 23:39
sokool
co mogę powiedzieć. Zdam relację najlepiej jak potrafię :) A kolejnym sezonie zorganizujemy forumowy zlot . I obiecuje , że dokonam tego :)
...
4
sobota, 30 lipca 2011 10:57
Marcin Janic
już się nie mogę doczekać, zresztą chyba nie tylko ja, ale inni również, także powodzenia na rybkach i połomania pióra na relacji:)
nie ...
3
piątek, 29 lipca 2011 21:05
sokool
...jestem kserokopiarką :) Zresztą poczekaj na kolejny artykuł z zasiadki na Dziećkach :)
.....
2
czwartek, 28 lipca 2011 19:35
Marcin Janic
nic nie szkodzi:) miejsce czeka!
Podobnie
1
czwartek, 28 lipca 2011 19:08
sokool
jak moje ukochane Dziećkowice . Właściwie brzmi to jak artykuł , który miałem zamiar napisać o Dziećkach . Brzmiał by dosyć podobnie :)
Proszę zarejestruj się by móc dodawać komentarze do tego artykułu.
Poprawiony (wtorek, 26 lipca 2011 21:42)






















































