Karpiarz polski.... - Darek Mirek
Środowisko w jakim się obracamy i pasja jaką sobie obraliśmy a właściwie jak nas obrała dostarczają wiele emocji. Karpiarz to człowiek z definicji o mocnym charakterze. Wymaga tego od nas nasze hobby. Wielodniowe zasiadki to atrakcja nie dla każdego. Trudno więc się dziwić, ze nie raz puszczają nerwy, że nie zawsze się we wszystkim zgadzamy czego następstwem są mniejsze lub większe konflikty a co za tym idzie zróżnicowany pogląd na wiele spraw.
Na początku chciałbym podkreślić, ze tekst nie jest wymierzony w kogokolwiek. Nie chciałbym przeczytać, że kogoś personalnie uraziłem czy też źle oceniłem lub, że pije do konkretnych osób. Tak absolutnie nie jest!!! Są to moje przemyślenia i spostrzeżenia, których nabrałem przez tych kilkanaście lat.
Podziałów karpiowej braci dokonywałem już w sposób humorystyczny. Są jednak podziały bardziej poważne i raczej mało śmieszne. Są one moim zdaniem nikomu do niczego nie potrzebne i krzywdzące. Wiadomą sprawą jest fakt, że najlepiej wszystko co złe widoczne jest na "własnym podwórku". Żyjemy i wędkujemy tu bowiem na co dzień i mamy prawo się wypowiadać na temat tego co widzimy. Zastanawiam się jednak czy nie jesteśmy przypadkiem zbyt krytyczni wobec siebie? Czy w Polsce naprawdę jest aż tak źle? Nie ma nadziei a nasze wody są tylko zbiornikami o znaczeniu strategicznym i turystycznym? Pesymizm jest niejako wpisany w polską mentalność, ale nie powinien przesłaniać nam całej reszty. Wypowiadamy się często, że mięsiarze zdominowali nasze stawy, jeziora i rzeki, Może to i prawda. Fakt, jest to bolesne. Nie zapominajmy jednak o przemianie jaka nadal ma miejsce w polskim społeczeństwie. Nie możemy wymagać by standardy innych krajów, były osiągalne u nas od zaraz. Skupić chciałbym się na możliwościach rodzimego karpiarza, oraz na naszych łowiskach.
Widzę jednak inne strony polskiego karpiarza. Cały czas powołujemy się na zachód. Tu to, tam to a u nas feee. Zastanówmy się jednak nad wysiłkiem jaki my, polscy karpiarze musimy włożyć w to by trwać w naszej pasji. Czy to to samo co np. w Anglii? Nie wydaje mi się. Zacznijmy może od cen sprzętu. My musimy liczyć każdy grosz, odkładać miesiącami by coś konkretnego sobie kupić. Wiadomo,że jest grupa ludzi zamożnych, również i u nas, ale większość musi naprawdę sporo poświęcić by kupić średniej jakości kij czy kołowrotek. Stosunek cen do zarobków przykładowych Brytyjczyków jest zgoła inny. Dużo łatwiej są w stanie zakupić markowy sprzęt, nie mówiąc już o dostępności tego na rynku. W Polsce wędkarstwo karpiowe rozwija się błyskawicznie, ale nadal sporo przed nami. Czy można zarzucić pewne braki ludziom których zwyczajnie nie stać na wypasiony sprzęt? Oczywiście nie! Rozpływamy się nad hakami foxa, matami star baits czy wędziskami daiwy a prawda jest taka, ze nie wielu z nas stać tak naprawdę na kupno markowych rzeczy. Powoduje to pewnego rodzaju, żal, smutek czy wręcz wściekłość. Bo wędkarstwo również silnie oddziałowe na naszą psychikę. Mimo to trwamy. Ciułamy pieniążki i kupujemy drogi sprzęt. Odmawiamy sobie wielu rzeczy byle tylko dopaść wymarzony statyw itp. czy nie jest to godne szacunku? Czy tego nie możemy stawiać jako przykład dla innych? Prawdziwe poświęcenie, o to co powinno cechować karpiarza.
Kolejną sprawą są łowiska. To, że sporo im brakuje do zagranicznych to prawda. Konsumpcyjne podejście wielu z nas jest niestety czynnikiem zasmucającym nie jednego obserwatora. Wody nie są tak zasobne jak we Francji, Anglii czy Holandii. Mimo to siedzi nad nimi rzesza amatorów wędkarstwa. Ciągle wyśmiewamy łowiska komercyjne. Jak więc nazwać łowiska w wymienionych krajach? Łowiskami sekcyjnymi? A może jeszcze inaczej? Czym różnią się one od naszych "komercji" nie licząc opłat? Tym, że jest dużo ryby? Tym, że jest porządek? Przecież to mamy na komercjach. Dlaczego Polak na komercji to niedzielny wędkarz a np. Anglik na swojej angielskiej wodzie(de facto nie różniącej się od komercji) to łowca przez duże "Ł"? Dlaczego zjeżdżają się do nas karpiarze z całej europy skoro jest tak źle? Z litości? A może dlatego, że mamy piękne, dzikie i nie odkryte wody a oni sami mają już dosyć obławiania tych samych "rybnych" zbiorników? Czy i w tym przypadku wytrwałość i upór "naszego" wędkarza nie zasługuję na uznanie? Dlaczego inni potrafią dostrzec u nas coś wspaniałego a my wstydzimy się tego i traktujemy po macoszemu? Nasuwają się tu powiedzenia typu "cudze chwalicie..." czy "wszędzie dobrze gdzie nas nie ma". Jak już mówiłem nasza droga jest jeszcze daleka o czym świadczą zjawiska kulturalne. Niemiec, Francuz, Anglik, zachwycają się kuchnią regionalną swoich krajów. Bronia jej jak niepodległości przed "napływem Europy". Dla nich to kuchnia regionalna a dla nas nasza to wiejskie żarcie, którego należy się wstydzić a przynajmniej się z nim nie obnosić. Paranoja. Do tego jednak też dojdziemy. To musi potrwać. Wierzę w to, że za kilka lat będziemy narodem dumnym i rozsądnym, że będziemy potrafili szczycić się tym co mamy. A mamy piękne krajobrazy, wielkie ryby, znaczną wiedzę o połowie miśków. Na marginesie to wielu jest takich "łowców", którzy wszystkie swoje niepowodzenia zwalają na brak ryb, pogodę, kolor samochodu sąsiada itp. No cóż. Ktoś musi być winny bo przecież nie sam wędkarz, nie?
Tym krótkim tekstem chamiałem zasygnalizować pewien problem. Nie od razu Rzym zbudowano. Nie od razu będziemy karpiową mekką dla łowców z całego świata. Nie od razu nasza mentalność będzie "poprawna" a nasze wody nie od razu będą przykładem dla innych. Wierzę jednak, ze tak się stanie. Jako naród nie raz pokazaliśmy na co nas stać. Nie raz stawia się nas jak o przykład. Musimy jednak zaprzestać autodestrukcji. Niszczymy się od środka wmawiając wszystkim, że est tak źle. Wcale nie jest. Oczywiście!!! Zawsze może być lepiej, trzeba dążyć do ideału, ale nie wmawiajmy sobie jakiegoś dramatu. Jak myślicie, istnieje taki problem, czy może jestem przewrażliwiony? Pozdrawiam i namawiam do bardziej optymistycznego podejścia do tematu :)
Darek Mirek
Poprawiony (czwartek, 08 kwietnia 2010 19:32)























































