"Pan Karp i jego świat" - Marcin Janic

Ocena użytkowników: / 7
SłabyŚwietny 

alt alt

Człowiek, jako istota rozumna, posiada mnóstwo cech, które wyróżniają go spośród innych istot żyjących na ziemi. Jedną z ważniejszych cech, która pozwala przetrwać nam na ziemi, jest uczenie się i wyciąganie wniosków z doświadczenia, następnie wykorzystywanie ich, aby poprawić nasze życie, czuć się bezpiecznie i indywidualnie. Tą cechę odziedziczyły również zwierzęta, w tym ryby.


Oczywiście sam proces jest o wiele mniej skomplikowany u zwierząt, ale sens ten sam. Aby przetrwać w swoim środowisku, muszą zdać się na instynkt, który jednak kształtowany jest przez bodźce zewnętrzne (rozpoznawanie niebezpieczeństwa, pobieranie pokarmu, odpoczynek, czynnik ludzki). Karpie w swoim środowisku są królami i aby skutecznie je łowić, należy zrozumieć ich zachowanie i poznać świat, w którym żyje. Tym światem jest oczywiście zbiornik wodny.

JEGO ŚWIAT

Wiem z doświadczenia, że aby skutecznie poznać dany zbiornik wodny, w którym łowię, potrzebuję czasem kilku sezonów. Oczywiście im mniejsze łowisko, tym łatwiej dostosować mi taktykę do panujących w nim warunków. Jednak nie będę pisał o taktykach ani metodach połowu, a jedynie o doświadczeniach. Wyobraźmy sobie zbiornik wodny 100 ha, w którym żyje duża populacja karpia. Takie środowisko wodne możemy porównać do średnich wielkości miasta, w którym żyją ludzie. Każdy z mieszkańców tego miasta jest indywidualnością i żyje wg swoich cech charakteru, jednak swoje wartości dostosowywuje do ogółu społeczeństwa, w którym funkcjonuje. Mimo, iż każdy człowiek żyje w swoim domu, to jest istotą stadną, spotyka się z innymi, tworzy grupy zainteresowania i działa na określonym terenie w swoim mieście. Tworzy się dzięki temu harmonia i równowaga. Podobnie jest z karpiami żyjącymi w jeziorze, które żyją w stadach. W tym 100 hektarowym jeziorze może żyć nawet kilkadziesiąt stad, każde z nich swym zasięgiem obejmuje określony teren. Kluczem do sukcesu jest poznanie zasad, jakimi rządzi się konkretny ekosystem wodny, jakie panują w nim warunki i w jaki sposób ryby przystosowały się do życia w nim.


Moje początki karpiowania związane są z jeziorem Chechło, o którym pisałem w nr 2/2010 kwartalnika KarpMax. Pamiętam jedną z pierwszych zasiadek, kiedy jakimś trafem w moim łowisku 100 metrów od brzegu pojawił się płetwonurek, nie wiem skąd przypłynął, ale wypłynął obok nas i wyszedł na brzeg. Kiedy zaczepiłem go i zapytałem, co ciekawego dzieję się w tamtym miejscu, odpowiedział, że w obrębie 30-40 m od naszego miejsca nęconego kukurydzą i kulkami krąży stado karpi, które jednak nie wpływa w nęcone miejsce, a jedynie pilnuje nęconego miejsca. Te stado składało się z karpi w granicach 4-7kg i za każdym razem zataczało krąg. Brania karpi tej wielkości mieliśmy zazwyczaj wieczorem i z rana, często też w nocy, ale prawie nigdy w dzień. Za to w czasie, kiedy te małe karpie nie żerowały, od czasu do czasu ktoś z nas odnotowywał branie większej sztuki. Brania następowały również kilkanaście metrów od nęconego miejsca. Na tym zbiorniku karp powyżej 12kg można uznać za sukces. Już po tych pierwszych wydarzeniach stwierdziłem, że duże karpie zawsze trzymają się z boku i rzadko żerują z maluchami. To stado, o którym wspomniałem powyżej miało określone pory żerowania i tylko wtedy mieliśmy brania. Dlaczego brania rzadko następowały w dzień? Ciężko jednoznacznie stwierdzić, możliwe, że powodem była przejrzystość wody, która sięgała 4 metrów, a brak roślinności wywoływał u karpi dodatkowy odruch bezpieczeństwa. Jestem jednak pewny, że gdyby w tym momencie inne "obce" stado karpi zaczęło żerować, to wywołałoby to u "tubylców" efekt konkurencji pokarmowej i wiedzione instynktem zaczęłyby żerować z innymi karpiami.

alt


Zmieniłem miejsce połowu na tym samym zbiorniku kilkaset metrów dalej. Szczyt wyspy i garb odchodzący w stronę jeziora wydawał się idealnym miejscem, przeźroczysta woda pozwalała mi dziennie oglądać dno, na którym po nocy nigdy  nie zostawało ani ziarnko kukurydzy z poprzedniego dnia nęcenia. I rzeczywiście nie było doby bez kilku brań karpi, jednak z jakiś przyczyn w ciągu 2 tygodni nie udało się złowić karpia większego, niż 7kg. Brania zawsze następowały od godziny 22:30 do 23:30 i z rana między 4:00-5:00. Czułem, że znalazłem się na ścieżce wędrówek karpi, gdyż brania zawsze następowały od lewej strony wyspy, przesuwały się dalej ku prawej stronie, aż zanikały. Ten schemat powtarzał się wielokrotnie, kiedy tam łowiłem, jednak nigdy nie udało mi się złowić karpia powyżej 8kg.

alt

Kierunek dziennych wędrówek stada karpi. Na zielono zaznaczone są miejsca, gdzie kładłem zestawy z kulką proteinową.


Dwa różne obrazy zachowań karpi na jednym zbiorniku powolutku budują ogólny zarys zachowań ryb żyjących w tymże zbiorniku, ale to jeszcze za mało. Lubianym przeze mnie miejscem połowu na tym zbiorniku jest również zarośnięta i płytsza zachodnia część Chechła. Często robiłem tak, że gdy łowiłem za wyspą we wschodniej części zbiornika, w tym samym czasie nęciłem miejsce w zachodniej części, aby po tygodniu lub dwóch łowienia przenieść się w już przygotowane nowe miejsce. Przenosiłem się nie ze względu na zanik brań, a raczej z przeświadczenia, aby to miejsce i ryby, gdzie łowiłem, odpoczęły od mojej zanęty i zestawów. Sytuacja na płytszej wodzie diametralnie się zmieniała, karpie żyjące w tej części zbiornika brały o różnych porach dnia i nocy, i o wiele częściej zdarzały się sztuki powyżej 12kg. Ktoś może zarzucić, kierując się pewnymi regułami, że w określonym czasie większość karpi znajdowała się w tym, a nie innym miejscu. Owszem, to były miesiące letnie, jednak sytuacja powtarzała się w okresach, gdzie temperatura spadała poniżej 0*C (pażdziernik, listopad). Wywnioskowałem, iż bujna roślinność podwodna dawała rybom zarówno schronienie i poczucie bezpieczeństwa, jak i naturalny pokarm aż do pierwszych lodów.

alt

(powiększ zdjęcie klikając na fotografię)



STREFY WPŁYWÓW

Myślę, że pomijając okresowe wędrówki karpi, określone rewiry zamieszkują określone stada karpi. Wygląda to tak, jakby karpie podzieliły się między sobą "strefami wpływów" i każdy rządzi na swoim terenie, rządzi się swoimi prawami i określonymi regułami. Będąc przy temacie "podziału stref" przenieśmy się ponad 1000km na zachód Europy do Holandii. Tutaj, gdzie mieszkam w chwili obecnej, mam do dyspozycji wiele wód w obrębie Rotterdamu. Moją uwagę przykuły jednak dwie wody: Hoge Berschebose i Lahe Berschebose. Są to dwie odrębne wody, obie znajdują się w pobliżu Rotterdamu i wkomponowane są w krajobraz o charakterze wypoczynkowo-rekreacyjno-sportowy dla mieszkańców okolicznych miast. W obu przypadkach to ciąg niewielkich jeziorek połączonych ze sobą za pomocą kilkumetrowych kanałów o głębokości ok 1m. Z obserwacji wynika, iż karpie z poszczególnych stawów nie emigrują do sąsiednich, mimo iż nic nie stoi na przeszkodzie.

LAGE I HOGE

Na Hoge jest staw, gdzie łowiąc zawsze wiem, że populacja małego karpia, takiego do 6kg jest tak duża, że nie pozwoli mi się nudzić przez dłuższy czas i problemem jest złowienie w nęconym miejscu większej sztuki. Wtedy jeden zestaw kładę o wiele dalej od nęconego miejsca, nęcę delikatnie punktowo, aby nie ściągnąć drobnicy i tam na branie czekam zawsze dłużej, ale karpie są zawsze większe. Wystarczy, że przeniosę się za mostek na sąsiedni staw i wiem, że brania małych karpi będą rzadkością, za to mogę liczyć na branie kilkukilogramowej sztuki. W tych stawach, gdzie przeważają małe karpiki, ciężko doczekać się na konkretne branie konkretnej ryby, gdyż drobnica cały czas w tym przeszkadza. I przypominam, jako ciekawostkę, iż te karpie nie przemieszczają się ze stawu do stawu, co jest interesującym zjawiskiem.

alt

Hoge Bersche Bose


Przenieśmy się teraz do parku na Lage Berschebose, który cały porośnięty jest lasem. Sytuacja wygląda podobnie, jak na Hoge, każdy ze stawów posiada swoich mieszkańców, którzy w ogóle nie chcą się przeprowadzać. Największy karp zamieszkujący  na Lahe ma blisko 18kg, a staw, w którym żyje, pod względem wędkarskim jest najmniej ciekawy ze wszystkich pozostałych. Dno pokryte jest grubą warstwą mułu i jest niewiele miejsc odpowiednich do łowienia, jednak z jakiś przyczyn ten karp przystosował się do tego środowiska i jeśli jest łowiony, co się bardzo rzadko zdarza, to  zawsze na tym jednym stawie i podobnie, jak pozostałe karpie, nie migrują ze stawu do stawu, mimo, że ma takie możliwości.

alt

Lage Bergsche Bose


Dwa miejsca na kulki ziemskiej, dwie wody różniące się skrajnie pod każdym względem wymuszają zastosowanie dwóch różnych technik połowu i aby umieć dostosować się do panujących warunków, należy choćby w minimalnym stopniu poznać każdą z wód, gdyż w wielu przypadkach złowienie dużej ryby nie jest wynikiem przypadku, a wymierną wielu czynników; wyboru miejsca, odpowiedniej taktyki nęcenia, dobór przynęty i zestawów, a następnie dopiero zwykłego wędkarskiego szczęścia. Bo duży karp, to prawdziwy i godny karpiarza przeciwnik .
    

CO TO ZNACZY "DUŻY KARP"?

Zaraz na początku musimy odpowiedzieć sobie na pytanie: co to znaczy "duży karp"? Sprawa nie jest taka oczywista, jakby mogło się wydawać, ponieważ w jednym zbiorniku największymi karpiami są kilkunastokilogramowe sztuki, a w innym karpie osiągają granicę 25-30kg. Dlatego nazwa "duży karp" jest dla mnie pojęciem względnym i dla każdej wody oznacza coś innego. Na początku mojego karpiowania łowiłem na wodzie, gdzie największy żyjący tam karp miał 11,5kg, złowiliśmy do dwukrotnie. Natomiast na innych wodach sztuki wielkości 12-15kg były i są normą i standardem. Ale do czego zmierzam? Otóż zachowanie tego 11,5kg karpia, który był samotnikiem i jedynym karpiem tej wielkości w stawie, nie różniło się od karpi 20 kilowego żyjącego na podobnych zasadach w innej wodzie. Zachowanie dużych karpi żyjących w pojedynkę lub w grupie kilku sztuk odbiega od zachowania karpi żyjących w stadach. Jak już wcześniej wspomniałem, w stadzie osobnikami kieruje zasada "presji grupy", ich zachowanie uzależnione jest od zachowania innych karpi ze stada. Dlatego często mniejsze karpie są mniej ostrożne, chętniej pobierają pokarm i łatwiej je złapać. Rządzi tu zasada: "jeden zaczyna jeść, zaczynają jeść wszyscy, jeden wyczuwa niebezpieczeństwo i ucieka, uciekają wszyscy".

alt

Każdy karp ma swoje upodobania i przyzwyczajenia.


W przypadku dużych karpi sprawa wygląda całkiem inaczej. Przyjmując, że jest ich znacznie mniej i żyją często same, lub w niewielkich grupkach, można się domyśleć, że ich zachowanie będzie całkiem inne. W tym przypadku górę biorą instynkty samozachowawcze. Z jakiś przyczyn udało się tym karpiom przetrwać niebezpieczeństwa i osiągnąć pokaźne rozmiary. Na pewno w trakcie swoje życia nauczyły się skuteczniej rozpoznawać niebezpieczne sytuacje oraz sygnały płynące z zewnątrz o takich zagrożeniach(ruch, zapach, drgania, dźwięk), niż ich mniejsi odpowiednicy. Z tego wszystkiego można wnioskować, iż duży, stary karp zachowuje więcej ostrożności w swoim zachowaniu, dlatego tak ciężko karpiarzowi dopasować się w jego gusta. Wielką rolę w zachowaniu karpia odgrywają jego upodobania dotyczące:

- rodzaju pobieranego pokarmu,
- czasu, w którym żeruje,
- oraz jego tras wędrówek.

alt


Dlatego tak ważna i przydatna w karpiowaniu okazuje się znajomość danej wody oraz jej zasoby. Dzięki temu o wiele łatwiej dostosować nam strategię połowu do danego zbiornika. Znam przypadki, kiedy wielkie karpie w ogóle nie reagowały na podawaną im zanętę oraz przynęty, a kulki każdego rodzaju omijały z daleka. W tych wodach występowały wielkie pokłady racicznic. Dopiero zastosowanie surowego mięsa małż prosto z łowiska, zarówno w zanęcie, jak i na włosie skutkowało braniami. Naturalny pokarm nie wzbudzał żadnych podejrzeń u ryb.

alt


OPOWIEŚĆ O ANGIELSKIM KARPIARZU, TO PRZESTROGA.

Jak trudno skłonić dużego karpia do brania, świadczą niezliczone opowieści karpiowe o takich sytuacjach. Specjalnie chce przytoczyć jedną z nich, a którą wiele lat temu znalazłem w jednym z miesięczników wędkarskich i która po przeczytaniu chyba już na dobre utkwiła w mojej głowie. Była to historia o angielskim karpiarzu, a cała sytuacja wydarzyła się właśnie w Anglii. Owy karpiarz znalazł niewielką żwirownie, w której prawie w ogóle nie było karpi, oprócz kilku  sztuk, które często widywał pod powierzchnią obserwując wodę. W tym niewielkim stadzie był jeden karp, którego karpiarz ocenił na blisko 20 kilogramów i to właśnie ta sztuka stała się jego obsesją. Zapomniał o całym świecie, dni spędzone nad wodą zamieniły się w tygodnie, a tygodnie w miesiące. Karpiarza pochłonięty całkowicie wizją złowienia wielkiego karpia nie zauważył nawet, że jego żona wraz z córką wyprowadziła się do swojej matki. Ten letarg, w który zapadł karpiarz, trwał blisko 9 miesięcy. Pewnego razu, gdy siedział na drzewie nieopodal swojego stanowiska wypatrując wygrzewających się ryb, swinger na jednej z wędek powędrował do góry, a sygnalizator piskiem oznajmił o braniu. W tym całym zamieszaniu karpiarz spiesząc się do brania spadł z drzewa i złamał nogę, jednak doczołgał się do stojaka, zaciął i udało mu się wyholować tego wymarzonego, największego karpia ze stada.
Po tym wydarzeniu karpiarz się otrząsnął, zauważył wreszcie, że prawie stracił rodzinę i jego zapał się ostudził. Mimo wszystko dopiął swego. Z tej opowieści wynika jeszcze jeden ważny morał, że duże stare karpie, to prawdziwi przeciwnicy i naprawdę potrzeba mnóstwo czasu, pracy i trochę szczęścia, aby je złowić.

alt

Żaden sprzęt nie zastąpi doświadczenie i umiejętności dostosowania się do panujących na łowisku warunków.


Żaden sprzęt, a nawet bardzo skuteczne przynęty nie zastąpią nam wiedzy o zbiorniku wodnym, o panujących w nim warunkach oraz zachowaniach karpi. Oczywiście odpowiedni sprzęt może nam bardzo pomóc w uzyskaniu tej wiedzy. Dopiero dzięki tej wiedzy, która zdobywamy nad wodą, nabywamy doświadczenia, które skutecznie możemy wykorzystać na kolejnych zasiadkach, a także odpowiednio wykorzystać posiadany przez nas sprzęt. Należy pamiętać, że każda woda wymusza na nas inne myślenie, inną taktykę, inne podejście do zagadnienia. Ważne, by nie popadać w pewnego rodzaju rutynę, nie powielać schematów typu: "ciężarek - przypon - haczyk - kulka i 2 kilo zanęty w łowisko". To nam oszczędzi błędów i straconego czasu na łowisku. Jednak doświadczenie, to nie kwestia tygodnia, miesiąca czy nawet roku. To wiele lat spędzonych nad wodą w pogoni za tą upragnioną zdobyczą.

alt


Marcin Janic

Komentarze (7)
wymiar górny
7 poniedziałek, 23 maja 2011 06:06
sokool
Być może wymiar górny może by coś pomógł, choć sadzę , że raczej nie wiele . Bo powiedzcie mi ile razy w roku ktoś was kontroluje ? A po za tym za 200 zł kary to nie jeden mięsiarz woli zaryzykować . Tylko i wyłącznie zaostrzenie przepisów i solidne kary mogą uratować rybostan . To co obecnie się wyprawia na naszych wodach to obłęd . Nie wiem , ale chyba znów mięso na kartki jest bo stada kormoranów z wędkami się powiększają .
gorny wymair dla ochrony
6 czwartek, 14 kwietnia 2011 08:03
Woa-VooDoo
Wymiar górny częsciowo by pomógł w ocaleniu paru sztuk karpia na rok
To fakt...
5 środa, 13 kwietnia 2011 20:14
Marcin Janic
...co do wywózki, to trochę przesadziłem, masz racje. Jesli chodzi o to miejsce, to może to trochę paradoksalne, ale pokazali mi ją wędkarze, którzy do dziś tłuką ryby na chechle,a domek letniskowy mają niedaleko Zagla i siedzą tam sezon w sezon, łowią karpie i amury i nie przepuszczają żadnej sztuce...Moje doświadczenia są sprzed ok 7-8lat, także szmat czasu...
.
4 wtorek, 12 kwietnia 2011 08:10
Adrian Dróżdż
To najwidoczniej dawno Pan nie był na chechle..Żaden mięsiarz nie będzie wywoził na 200?!, Nie trzeba daleko szukać, jedni już siedzą i wywożą w jedną z miejsc opisanych na mapce i walą karpie w łep -jesteśmy tego świadkami! Następnie J. (wiemy o kogo chodzi) w tamtym roku w środku sezonu gdy stan zarośnięcia zbiornika na płytkiej wodzie jest całkowity to on wywoził zestawy na ponad 200m i łowił karpie po 12-14kg -tak się chwalił.Miejmy nadzieje że ten artykuł jak i inne będzie w większości czytała ta "lepsza połowa"..
to nie tak....
3 poniedziałek, 11 kwietnia 2011 21:27
Marcin Janic
Myślę, że to nie jest tak. Oboje dobrze wiemy, że prawdziwi mięsiarze na chechle mają się bardzo dobrze i żaden z nich nie będzie wywoził zestawów 200m, tylko siedzą na płytkiej wodzie i szarpią karpie i amury od wiosny aż do jesieni, mógłbym ich wymieniać z imienia i nazwiska, poza tym w chwili obecnej przy tym stanie zarastania zbiornika ciężko cokolwiek z takiej odległości wyciągnąć... wiesz, to jest tak, jak z wynalazkami, "ktoś, kto rozszczepił atom, nie miał zamiaru wykorzystywać tego do produkcji bomby atomowej"... mam nadzieję, że informacje zawarte w artykule pomogą wielu osobą łowić ryby i zrozumieć ich zachowanie i prawdą jest, że nie chciałbym, aby ktoś wykorzystał te informacje w niewłaściwy sposób, jednak pisałem ten artykuł z myślą o tej "lepszej połowie"....
.
2 poniedziałek, 11 kwietnia 2011 11:03
Robert Kawurek
bardzo ciekawie i na faktach tylko szkoda ze tak dokładne opisy i doświadczenia zdobyte przez lata są przekazywane potencjalnym mięsiarzą ... ktorzy tak samo jak i my wchodza na portal i dostaja jak na tacy gdzie dokladnie na chechle można jeszcze potępić ryb, tak jakby tego mięsiarstwa tam było nam mało...
.
1 niedziela, 10 kwietnia 2011 11:17
Wojtek14
Bardzo ciekawy artykuł. Polecam !
Proszę zarejestruj się by móc dodawać komentarze do tego artykułu.

Poprawiony (sobota, 09 kwietnia 2011 22:56)

 
Logowanie
Kontakt
Marcin Janic

gg: 4162713
Aleksander Jojko

gg: 487219
Darek Mirek

gg: 7442067



carpteamsport@o2.pl
Statystyki
Odwiedziło nas już
mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
gości.
Szukaj...
Goście online
Naszą witrynę przegląda teraz 128 gości i 14 użytkownik 
  • Ryan
  • piotrek01227
  • Bartosz C.
  • Jackfishing
  • bastuś
  • paulinakwasnicka@wp.pl
  • Baryła123
  • hogzi
  • Lopi
  • pogodny
  • pauli12nka
  • Marko9112
  • tomek82
  • dondal
Przyjaciele