"Pierwszy...." - Zdenek Halfar
Sumowe szczęście? Żeby zacząć to opowiadanie, trzeba się cofnąć jakieś dziesięć lat wstecz. Poznałem wtedy człowieka, który miał możliwość załatwienia pięknych sumków albinosów. Jako że mam mały staw, postanowiłem że kupię kilka sztuk i je tam wpuszczę. Piękne białe sumki, to wielka niespodzianka dla odwiedzających mnie kolegów wędkarzy.
Kupiłem około 20 sztuk albinosów o długości około 15cm. Wiozłem je do domu, ale już po drodze zacząłem się zastanawiać czy wypuszczenie ich do mojego stawu to dobry pomysł. Ryby nie mogły by się dobrze rozwijać, a ich tryb życia w tak małym zbiorniku spowodował by, że skarłowacieją i nie urosną do rozmiarów pięknego suma. Jechałem i tak sobie myślałem? co robić, co robić. I zdecydowałem się na rozwiązanie myślę o wiele lepsze. Zamiast pojechać do domu pojechałem nad rzekę Opawę.
Jest to piękna czeska rzeka, która wpada do Odry. I właśnie do Opawy wypuściłem te kilkanaście sumków. Dostały ode mnie chyba najpiękniejszą rzecz - całkowitą wolność. Była to dla mnie większa radość niż patrzenie na uwięzione ryby w stawie. Byłem dumny że podjąłem dobrą decyzję. Pomyślałem, że od tego dnia w Opawie, a może gdzieś dalej będzie pływało i rosło 20 moich białych sumów. Tak, to było to mnie radowało i cieszyło. Dziesięć lat po wypuszczeniu tych albinosków, wybrałem się na suma razem ze swoim synkiem. Mieliśmy trochę popływać, chciałem mu pokazać na czym polega metoda dryfowania. Był bardzo ładny słoneczny i ciepły dzień. Pływaliśmy po żwirowni, która jest wodą bardzo rybną. Żwirownia ta jest zalewana wodami z Odry przy podwyższonym jej stanie, wpływa więc do niej sporo ryb z rzeki. Pływaliśmy już kilka godzin, złowiliśmy 4 sumy od 100 do 130cm. Ja na hak miałem założone rosówki, Matiej łowił na małą płotkę. Próbował bawić się naśladując metodę verticalu. Szukałem głębszych miejsc i przeważnie napływaliśmy na miejsca o głębokości 7 i więcej metrów. Piękna pogoda, którą zastaliśmy przyjeżdżając zaczęła się troszkę psuć. Pomyślałem o tym, że chyba już czas spływać na brzeg, ale synek jeszcze chciał troszkę połowić i spróbować tym razem dryfu. Wiatr zaczął wiać trochę mocniej i przesunął nas w stronę podwodnej górki. Mieliśmy pod pontonem około trzech metrów wody. Zestaw Mateja był ustawiony na 4 metrach. Płotka, zaczęła przesuwać się po dnie i wtedy uderzył w nią bardzo ładny sum, około 30kg. Matiej był szczęśliwy że udało mu się złowić tak piękną rybę. Radość była ogromna.
Jest to piękna czeska rzeka, która wpada do Odry. I właśnie do Opawy wypuściłem te kilkanaście sumków. Dostały ode mnie chyba najpiękniejszą rzecz - całkowitą wolność. Była to dla mnie większa radość niż patrzenie na uwięzione ryby w stawie. Byłem dumny że podjąłem dobrą decyzję. Pomyślałem, że od tego dnia w Opawie, a może gdzieś dalej będzie pływało i rosło 20 moich białych sumów. Tak, to było to mnie radowało i cieszyło. Dziesięć lat po wypuszczeniu tych albinosków, wybrałem się na suma razem ze swoim synkiem. Mieliśmy trochę popływać, chciałem mu pokazać na czym polega metoda dryfowania. Był bardzo ładny słoneczny i ciepły dzień. Pływaliśmy po żwirowni, która jest wodą bardzo rybną. Żwirownia ta jest zalewana wodami z Odry przy podwyższonym jej stanie, wpływa więc do niej sporo ryb z rzeki. Pływaliśmy już kilka godzin, złowiliśmy 4 sumy od 100 do 130cm. Ja na hak miałem założone rosówki, Matiej łowił na małą płotkę. Próbował bawić się naśladując metodę verticalu. Szukałem głębszych miejsc i przeważnie napływaliśmy na miejsca o głębokości 7 i więcej metrów. Piękna pogoda, którą zastaliśmy przyjeżdżając zaczęła się troszkę psuć. Pomyślałem o tym, że chyba już czas spływać na brzeg, ale synek jeszcze chciał troszkę połowić i spróbować tym razem dryfu. Wiatr zaczął wiać trochę mocniej i przesunął nas w stronę podwodnej górki. Mieliśmy pod pontonem około trzech metrów wody. Zestaw Mateja był ustawiony na 4 metrach. Płotka, zaczęła przesuwać się po dnie i wtedy uderzył w nią bardzo ładny sum, około 30kg. Matiej był szczęśliwy że udało mu się złowić tak piękną rybę. Radość była ogromna.
Teraz to już nie mogłem namówić syna na to żeby spłynąć na brzeg. Chciał jeszcze i jeszcze i jeszcze. Chyba to była słuszna decyzja, wiatr przestawał wiać, znowu zrobiło się pięknie i słonecznie. Pomyślałem, że jeszcze podpłyniemy do miejsca, w którym były zwalone drzewa. To miejsce gwarantowało piękne sumy, może i tego dnia uda się poprawić wynik syna. Po dopłynięciu do drzew puściłem swój zestaw, Matiej puścił swój. Łowiliśmy tak jak poprzednio na 4 metrach. Kręciliśmy się powolutku obok tych drzew. Matej znowu obławiał głębokie dołki metodą na vertical stukając płotką o dno. Przez dłuższy czas nie mieliśmy żadnego brania, ale mały cały czas pracował i patrzył w echosondę z taka ciekawością jak dziecko oglądające swoja ulubiona bajeczkę. W pewnym momencie zobaczył niedużego sumka. Podniósł zestaw o jakieś 50 cm i wtedy ryba uderzyła. Na sondzie widać było rybę około 110 ? 120cm. Tego dnia już takie łowiliśmy więc Matiej holował sumka bez większych emocji, ale i tak robił to jak zawsze z wielką pasja i zaangażowaniem. Hol trwał kilka minut, 5 może 6. To co zobaczyliśmy przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Holowany sumek okazał się być pięknym albinosem... Radość była ogromna, cieszyłem się jak małe dziecko widząc wielką radość na twarzy Matieja. Takie trofea rzadko zdarzają się wędkarzom polującym na sumy przez całe swoje życie. A tu taki podarunek szczęścia dla kilkuletniego szkraba. Wyjęliśmy delikatnie sumka na łódkę i już tam zrobiłem mu kilka fotek. Z takimi perełkami trzeba się obchodzić bardzo ostrożnie. Chociaż nie było to łatwe.
Z tych ogromnych emocji cały się trząsłem. Szybko popłynęliśmy do brzegu żeby i tam zrobić kilka zdjęć. Po tej szybkiej sesji fotograficznej sumek trafił do wody i machając do nas swoim białym ogonem odpłynął w głębinę żwirowni. Staliśmy z Matiejem na brzegu i patrzyliśmy na siebie nie wiedząc co powiedzieć. Obaj byliśmy bardzo szczęśliwi tego dnia i myślę że śmiało mogę zaliczyć ten dzień jako jeden z najpiękniejszych. Pogoda znowu zaczęła się trochę psuć, spojrzałem w niebo, nadciągały bardzo ciemne chmury. Miałem wrażenie jak by to był mój ostatni dzień wędkarskiego życia.
Spakowaliśmy sprzęt do samochodu rozmawiając z Matiejem o tej pięknej wędkarskiej przygodzie. Często ją razem wspominamy, tak jak wielu czeskich wędkarzy wspomina piękną legendę o sumach albinosach. Oto kilka jej słów? "Ten kto złowi suma albinosa, musi go koniecznie wypuścić bo jeżeli nie, spotka go straszna kara, równo rok po tym jak sum był złapany". Czescy sumiarze, podchodzą do tej legendy bardzo poważnie i nikt nie waży się zabrać suma albinosa z nad wody. W domu zastanawiałem się, czy to mógł być jeden z tych małych sumków wypuszczonych jakieś 10 lat wcześniej i myślę że tak. Przyszedł do nas tego dnia podziękować mi za to, że kiedyś dałem mu wolność. I ja razem z Matiejem dziękujemy mu za tą wspaniałą przygodę, którą przeżyliśmy tego pięknego dnia na jednej z moich ulubionych żwirowni.
Proszę zarejestruj się by móc dodawać komentarze do tego artykułu.
Poprawiony (środa, 21 września 2011 22:03)

























































