"Mięsiarze okiem początkującego "karpiarza" " - Piotr Labus
Do
napisania tego artykułu skłoniło mnie wiele wypowiedzi karpiarzy na
temat wędkarzy, którzy złowioną rybę zabierają do domu, czyli
popularnych "mięsiarzy". Powiem szczerze i przyznaję się bez bicia, ja
jeszcze niedawno, rok temu, również zabierałem rybę do domu, zachwycając
się 2 kilowym karpikiem, nie mówiąc już o nieco większych sztukach.
Dlaczego?
Ponieważ nie miał mi kto uświadomić czemu warto wypuszczać ryby, nigdy
do głowy by mi nie przyszło, że złapane ryby wypuszczać, bo po co by je
łowić? Od lat, wędkarze łowili po to, aby rybę zjeść, zabrać ją do domu,
skonsumować, dlatego tak szczerze nie dziwię się dziadkom, którzy
siedzą na malutkim krzesełku z wędką sprzed 30 lat, polując na płocie,
nęcąc je chlebem i pisakiem, aby zaoszczędzić na zanęcie. Za naukę już
za późno o szlachetnym wypuszczaniu ryb, tacy ludzie nauczeni są od
wielu wieków zabierania ryb i cokolwiek byśmy im powiedzieli, oni i tak
wiedzą lepiej, jeżeli ktoś nie wierzy, najwidoczniej nie miał do
czynienia ze starszymi osobami. W tej kwestii nic się nie poradzi, można
jedynie na nich narzekać, albo wyzywać od mięsiarzy, niszczących
rybostan naszych wód, lecz ja proponuję, po prostu to w pewien sposób
zaakceptować, a dla bardzo wrażliwych zlekceważyć. Jednak chciałbym się
tu skupić, na ludziach którzy są dużo bardziej niebezpieczni w
wyławianiu największych okazów, niż dziadki którzy zdołają wyciągnąć na
swoim sprzęcie maksymalnie 2kilowego karpia, na grupie na którą nie ma
rady. Czy tak naprawdę nie ma rady? Przyjrzyjmy się pewnemu przykładowi:
Jest pewien młodzieniec, nazwijmy go Bolek, łowi ryby od małego, każdą
wolną chwilę spędzałby nad wodą, oczywiście ryby zabiera do domu, bo tak
było od pra dziada, to dlaczego miałby robić inaczej? Pewnego pięknego
ranka natrafia na miejsce i okres brań cyprinusów i udaje mu się
wyholować najpierw 5 kg karpia, a następnie swojego największego miśka
10kg. Jest to dla niego niesamowite przeżycie, skacze z radości, nie
potrafi uwierzyć, że udało mu się wytargać takiego kloca. Od razu myśli
jaka to mamusia będzie zadowolona, jak przyniesie 15kg mięsa do domu,
już zaciera ręce na smażonego karpia, mmmm, aż mu ślinka cieknie.
Przychodzi do domu, wszyscy zachwyceni, a on co robi? Myśli jak to w
przypadku homo sapiens- jeżeli udało mu się złowić takiego olbrzyma, to
wcale to nie jest takie trudne i pomalutku zaczyna kompletować sprzęt,
sprzęt godnego ?karpiarza??. Przynęty z robaków zamieniły się na kulki, a
koszyczek zastąpił zestaw samozacinający. Po paru latach Bolek ma już
naprawdę godne sukcesy na swoim koncie, lecz pytam się, co robi ze
złowioną rybą? Oczywiście zabiera do domu, bo jakże inaczej. Ciągle
rośnie w tym, że każda szuka nieważne jaka duża, jest zjadana i po kilku
latach nawet jak na swojej drodze spotyka karpiarzy, który obchodzą się
ze złowioną rybą z nieskazitelną delikatnością, nie zmienia się, nikt
mu już nie jest w stanie uświadomić jakie korzyści wypływają z
wypuszczania złowionych ryb i tak przez całe swoje życie robi, jak robił
na początku stając się mięsiarzem. Nie będę wspominał o ludziach którzy
twierdzą, że wypuszczają ryby a tak naprawdę wszystko zabierają, bo
szkoda naszych nerwów, na takich nic się nie poradzi. Lepiej moim
zdaniem skupić się na grupie którą opisałem powyżej. Może lepiej
zastosować profilaktykę?

Zobaczmy co się dzieje gdy na swojej drodze Bolek spotyka karpiarza:
Młodzieniec
w wolNe chwile jeździ nad wodę, łapie w swoim mniemaniu wielkie karpie
do 3 kg i jest zadowolony z życia. Pewnego ranka, obok niego rozkładają
się karpiarze, sprzęt mają z najwyższej półki, on zachwycony całym
majdanem próbuje zagadać do nieznajomych, oni chętnie przygarniają go do
swego towarzystwa, opowiadają mu o swoim wrażeniach, przeżyciach
związanych z odjazdami wielkich okazów, i jak ksiądz na kazaniu
przedstawiają mu argumenty które przemawiają za zasadą NO KILL, Bolek
zafascynowany całym karpiowym światem przyjmuję tą zasadę dość
sceptycznie, ale co tam, wymieniają się telefonami, i gdy karpiarze
zapraszają Bolka na wspólną zasiadkę, on jest zachwycony i nie wahając
się ani sekundy od razu się zgada. Bolek po zakupionych akcesoriach
karpiowych które zaproponowali mu koledzy umawia się w danym miejscu na
konkretną godzinę i wspólnie z karpiarzami odbywa pierwsza zasiadkę
karpiową, podczas której koledzy i Bolek łowią piękne okazy, oczywiście
warunkiem zasiadki była zasada No kill. Wszystkie karpie wracają do
wody, a Bolek jest bogatszy w wiedzę karpiowania i obchodzenia się z
rybami. Zachwycony efektami, czeka już z niecierpliwością na kolejną
zasiadkę, która niebawem się odbywa. Ryby nie są tak chętne do
współpracy jak ostatnio, lecz udaje się im wyciągnąć kilka sztuk, co
podwójnie motywuje Bolka. I tak to nasz bohater staje się człowiekiem
który zaczyna zbać o przyrodę, o ryby, nie zabiera już złowionych sztuk
do domu, a przynajmniej tych powyżej 5 kg, co jest bardzo istotne.
Uwierzcie mi, jeżeli młody człowiek złowi swoją pierwszą życiową rybę i
jest ktoś kto mu pokarze jak się z nią obchodzić, wpoi mu zasady CATCH
and REALISE, mówiąca jaką szkodą jest zabijać taką wielką rybę, rybę co
musiała żyć przez 30 lat w tej wodzie aby urosnąć do takich rozmiarów, a
teraz ktoś bez serca wyciągnie, zabije i zje, to nawet jak potem
pojedzie sam na zasiadkę, złowi godnego cyprinusa to z pewnością go nie
zabierze, lecz będzie się z nią obchodził, tak jak się obchodzić z rybą
powinno. Nie mówię, tu, że wszystkie złowione ryby będzie wypuszczał, bo
to już zależy indywidualnie od człowieka, lecz najważniejsze jest to,
że wielkie karpie złowione przez Bolka będą wypuszczane, co jest
najistotniejsze moim zdaniem. Z czasem zamieni się w prawdziwego
karpiarza w pełni tego słowa znaczeniu, tak jak w pewnej bajce brzydkie
kaczątko zamieniło się w łabędzia. Wiem, może powyższe przykłady są zbyt
uogólnione, lecz pomyślcie, jakby karpiarze byli bardziej otwarci, aby
podzielić się wiedzą i pokierować młodych ludzi ile byśmy zyskali za
parę lat? Nie mówię tu o tym, że mają Bolkowi zdradzać, gdzie na co i o
której godzinie oraz puścić go samego na karpiową zasiadkę, bo jestem
pewny, że wszystko co złowi wyląduje w jego zamrażarce, lecz
ukierunkować jest punkt widzenia na nieco inną drogę, a u młodego
człowieka jest to bardzo łatwo zrobić, wiem po sobie i zaraz przedstawię
mój przykład.
Mój przypadek jest nieco inny, od dawna chciałem wybrać się na karpie, lecz nigdy nie wiedziałem gdzie, zawsze mi cos nie wychodziło i nigdy nie złowiłem mojego wymarzonego karpia. Mimo wielu prób zaczerpnięcia wiedzy, skontaktowania się różnymi karpiarzami, nigdy nie udało mi się znaleźć chętnych- nie mówiąc już o wspólnej zasiadce, zawsze byłem otwarty za sugestie, lecz niestety? Pewnego pięknego poranka na niewielkiej wodzie gdzie zazwyczaj spędzałem czas, spotkałem karpiarzy, pogadałem z nimi trochę, dowiedziałem się że są w tej wodzie wielkie karpie, więc postanowiłem spróbować swoich sił. Czy do tej pory zabierałem ryby? Tak, zabierałem wszystko, nigdy nie było mowy o wypuszczaniu. Od tej pory kiedy planowałem zasiadkę na mojej wodzie, czytałem dużo artykułów o tematyce karpiowania, i nie raz natknąłem się na tematy dotyczące mięsiarzy, zasady NO KILL i z ciekawości czytałem. Dało mi to do myślenia, oczywiście ryby dalej zabierałem, ale nie wiedziałem co zrobię gdy złowię mojego życiowego miśka. Nadeszła upragniona zasiadka, i odziwo miałem imponujące efekty, pierwsze 2 karpie mi się urwały, lecz 3 wyciągnąłem, miał 10kg i co z nim zrobiłem? Szczerze-wypuściłem go bez zastanowienia, wiadomo, dla człowieka który zabiera ileś lat ryby i teraz wypuszcza to nieco dziwne wrażenie, ale uznałem, że tak będzie dla niej i w prawdzie dla mnie najlepiej. Pomyślałem sobie- za rok złapię Cię i będziesz większy, gdy odpływał mój pierwszy, olbrzymi dla mnie cyprinus, czułem się naprawdę dumnie, że zrobiłem jak zrobić się powinno z dużo rybą. Do końca zasiadki złowiłem jeszcze 3 karpie, najmniejszy miał 5kg i ten też wrócił do wody. Od tej pory postanowiłem łowić tylko karpie, choć mój sprzęt na to nie wskazuje, i pewnie niejeden miłośnik cyprinusów spotkawszy mnie nad wodą uważa za mięsiarza, widząc sprzęt totalnie amatorski.
Mój przypadek jest nieco inny, od dawna chciałem wybrać się na karpie, lecz nigdy nie wiedziałem gdzie, zawsze mi cos nie wychodziło i nigdy nie złowiłem mojego wymarzonego karpia. Mimo wielu prób zaczerpnięcia wiedzy, skontaktowania się różnymi karpiarzami, nigdy nie udało mi się znaleźć chętnych- nie mówiąc już o wspólnej zasiadce, zawsze byłem otwarty za sugestie, lecz niestety? Pewnego pięknego poranka na niewielkiej wodzie gdzie zazwyczaj spędzałem czas, spotkałem karpiarzy, pogadałem z nimi trochę, dowiedziałem się że są w tej wodzie wielkie karpie, więc postanowiłem spróbować swoich sił. Czy do tej pory zabierałem ryby? Tak, zabierałem wszystko, nigdy nie było mowy o wypuszczaniu. Od tej pory kiedy planowałem zasiadkę na mojej wodzie, czytałem dużo artykułów o tematyce karpiowania, i nie raz natknąłem się na tematy dotyczące mięsiarzy, zasady NO KILL i z ciekawości czytałem. Dało mi to do myślenia, oczywiście ryby dalej zabierałem, ale nie wiedziałem co zrobię gdy złowię mojego życiowego miśka. Nadeszła upragniona zasiadka, i odziwo miałem imponujące efekty, pierwsze 2 karpie mi się urwały, lecz 3 wyciągnąłem, miał 10kg i co z nim zrobiłem? Szczerze-wypuściłem go bez zastanowienia, wiadomo, dla człowieka który zabiera ileś lat ryby i teraz wypuszcza to nieco dziwne wrażenie, ale uznałem, że tak będzie dla niej i w prawdzie dla mnie najlepiej. Pomyślałem sobie- za rok złapię Cię i będziesz większy, gdy odpływał mój pierwszy, olbrzymi dla mnie cyprinus, czułem się naprawdę dumnie, że zrobiłem jak zrobić się powinno z dużo rybą. Do końca zasiadki złowiłem jeszcze 3 karpie, najmniejszy miał 5kg i ten też wrócił do wody. Od tej pory postanowiłem łowić tylko karpie, choć mój sprzęt na to nie wskazuje, i pewnie niejeden miłośnik cyprinusów spotkawszy mnie nad wodą uważa za mięsiarza, widząc sprzęt totalnie amatorski.



Niestety
tak to się już przyjęło, że prawdziwy karpiarz to z prawdziwym
arsenałem, dlatego w tytule słowo "karpiarz" dałem w cudzysłowie. Wiem,
że zachowanie nad wodą, a nie sprzęt jest dowodem na to czy jest się
mięsiarzem, czy karpiarzem lecz to tylko teoria, w dzisiejszych czasach
pierwszy kontakt wizualny już w podświadomości tworzy wizję danego
człowieka, przepraszam, jeżeli kogoś uraziłem, lecz w większości
przypadków tak właśnie jest. Wracając do mojej przygody z karpiami, po
przyjeździe do domu, pierwsze co- postanowiłem zrobić matę, bo
oczywiście podczas pierwszej zasiadki nie miałem nic by pomogło mi nie
skaleczyć karpia. Gdy zrobiłem matę karpiową z pianki pod panele,
postanowiłem nabyć odpowiedni podbierak akurat tak szczęśliwie się
zdarzyło, że nie musiałem kupować, bo wujek podarował mi podbierak o
bardzo drobnej średnicy oczek, dość duży dzięki czemu mogłem go użyć bez
wahania jako karpiowy. Podczas kolejnej zasiadki ustanowiłem mój nowy
rekord, łowiąc karpia, którego waga przekraczała 11 kg, mówię
przekraczała, ponieważ waga którą posiadam ma zakres wartości tylko do
11kg, więc niestety nie byłem w stanie określić masy mojego cyprinusa.
Mata i podbieram spełniły swojego zadanie, a karp wrócił do swojego
wodnego środowiska. Będąc na 2 zasiadce, nawet przez myśl mi nie
przyszło, żeby zabić wielkiego karpia, byłoby mi go szczerze żal, po
moim pierwszym wypuszczeniu ryby, teraz nie umiałbym zabić miśka,
wiedząc że mogę go złapać za rok większego.
Zawsze szukałem kogoś kto by mi pokazał świat karpiowania, lecz niestety nie było mi dane nikogo znaleźć, lecz napisałem ten artykuł, bo wiem, że jeżeli znalazłby się ktoś i pokazał mi karpiowanie w praktyce, moja "przemiana" nastąpiłaby dużo szybciej. Młody człowiek jest otwarty na sugestie, dlatego uważam, że trzeba uczyć mojego pokolenia pokory i zasady No Kill, dlatego zachęcam wszystkich karpiarzy do bycia bardziej otwartym, oczywiście są ludzie którzy tylko wykorzystają wiedzę, a ryby dalej będą zabierać, lecz wydaję mi się, że będą to wyjątki. Nikt karpiarzem się nie rodzi, lecz staje poprzez naukę, w moim przypadku uczę się sam mając dostęp do internetu, natomiast napisałem ten artykuł, ponieważ nie każdy po przeczytaniu paru artykułów jest zdolny do wypuszczenia swojej pierwszej życiowej ryby i stania się miłośnikiem cyprinusów.
Zawsze szukałem kogoś kto by mi pokazał świat karpiowania, lecz niestety nie było mi dane nikogo znaleźć, lecz napisałem ten artykuł, bo wiem, że jeżeli znalazłby się ktoś i pokazał mi karpiowanie w praktyce, moja "przemiana" nastąpiłaby dużo szybciej. Młody człowiek jest otwarty na sugestie, dlatego uważam, że trzeba uczyć mojego pokolenia pokory i zasady No Kill, dlatego zachęcam wszystkich karpiarzy do bycia bardziej otwartym, oczywiście są ludzie którzy tylko wykorzystają wiedzę, a ryby dalej będą zabierać, lecz wydaję mi się, że będą to wyjątki. Nikt karpiarzem się nie rodzi, lecz staje poprzez naukę, w moim przypadku uczę się sam mając dostęp do internetu, natomiast napisałem ten artykuł, ponieważ nie każdy po przeczytaniu paru artykułów jest zdolny do wypuszczenia swojej pierwszej życiowej ryby i stania się miłośnikiem cyprinusów.


Piotr Labus
Redakcja: Artykuł został nagrodzony bonem o wartości 100zł na zakupy w internetowym sklepie karpiowym www.ravenfishing.pl. Gratulujemy
Komentarze (11)
Proszę zarejestruj się by móc dodawać komentarze do tego artykułu.
Poprawiony (poniedziałek, 07 listopada 2011 19:50)
























































Stary Dekalog wędkarza
Dr Stefan Olszewski, wędkarz, tuż po I wojnie światowej napisał ten piękny dekalog.
Powinniśmy zapoznać się z nim i wziąć sobie do serca a nie tworzyć jakieś nowe kodeksy, czasami nie życiowe. Jest to jeden z najstarszych przepisów jaki został utworzone dla wędkarzy .
1. Będziesz szanował ryby jako stworzenia Boże i piękny lud wodny.
2. Będziesz ułatwiał im spokojny żywot, dbał o ich rozmnożenie, bronił je przed wszelkiego rodzaju szkodnikami i krzywdą płynącą z chciwości i głupoty ludzkiej.
3. Będziesz nie tylko wiernym wykonawcą praw przepisów ochronnych, ale dobrowolnym strażnikiem i poplecznikiem, dbając, aby nikt ich nie przestępował.
4. Będziesz łowił ryby w sposób możliwie najdelikatniejszy, nie zadając im zbędnych cierpień, będziesz je łowił tylko dla sportu, dla poznania ich życia i obyczajów, nie zaś dla napełnienia torby.
5. Pamiętaj, nie to cię wyróżnia od innych wędkarzy, jakie ryby łowisz, ale jak je łowisz, wiesz bowiem przecie, że można łowić łososia z powodzeniem, ale brzydko, nader zaś pięknie nawet płotkę.
6. Nie będziesz dążył do tego, aby złowić jak najwięcej ryb, ale jak największe okazy w każdym gatunku i to w warunkach wymagających od ciebie wysokich zalet sportowych.
7. Pamiętaj, że wędkarstwo jest sztuką wymagającą umiejętności czytania w wodzie i długoletniej wprawy, dlatego też bądź wolny od jednostronności i zarozumialstwa sportowego, chętny do uczenia się od innych, wytrwały w obserwacjach i doświadczeniach.
8. Ze złowioną rybą będziesz postępował rozumnie i po rycersku: zwrócisz jej wolność, jeśli zdobyłeś ją łatwo, jeśli nie jest okazem godnym zabrania jej do torby, a broń Boże nie zatrzymasz jej nigdy, jeśli przypadkiem złowiłeś ją w czasie ochronnym lub jeśli nie ma wymiarów przepisanych prawem lub regulaminem towarzystwa, do którego należysz.
9. Pamiętaj, że nie sam lubisz i chcesz łowić ryby, ale że należysz do wielkiej rodziny wędkarskiej; nie przeszkadzaj więc innym w łowieniu, bądź chętny do usług i pomocy koleżeńskiej, dbały o dobro i rozwój zarówno własnego towarzystwa, jak i wszystkich bratnich stowarzyszeń wędkarskich.
10. Pamiętaj, że wędkarz powinien się cieszyć szacunkiem rybaków zawodowych, uznaniem właścicieli i dzierżawców wodnych, być uważanym przez wszystkich za bezinteresownego sportowca, miłośnika i opiekuna przyrody wodnej.
Skąd jesteś kolego jeśli mogę spytać ?