"Komercyjne zakończenie sezonu - opis jesiennej zasiadki na zbiorniku Kormoran" - Tomek Tęcza
8 października po długich przygotowaniach i jeszcze dłuższym pakowaniu o 18 wyruszyłem w moją najdłuższą podróż za karpiem. 280 km z Kolbuszowej (woj. Podkarpackie) do Gliwic, tam krótki sen u Kumpla i razem z nim o godzinie 5 rano do Sulęcina 440 km. Przy wyborze zbiornika na zasiadkę braliśmy pod uwagę kilka kryteriów ale najważniejsze z nich to oczywiście karpie - Duże Karpie!!!
Wiele się słyszało o tym zbiorniku, a zdjęcia zamieszczone na stronie Kormorana zapowiadały udany wypad. Do tego krótki urlop, który nie pozwalał na zgłębianie dużych akwenów, więc 2:0 dla Sulęcina. Te dwa kryteria przeważyły - szybka decyzja - JEDZIEMY!!! Pozostały obawy przed tak długą i daleką podróżą "na drugą stronę Polski", zwłaszcza, że sezon mnie nie rozpieszczał karpiami i do końca pełen pokory wiedziałem, że łatwo może nie być.

Bez większych problemów w niedziele przed godziną 12 byliśmy na miejscu. Pierwsze wrażenie: Pięknie, ślicznie, no rewelacja! Pełni optymizmu od razu pobiegliśmy oglądać nasze wcześniej zarezerwowane stanowiska. Stanowisko numer 11 i 12 czyli wyspa. Trochę byliśmy rozczarowani stanowiskami. Mocny, zimny wiatr nie zapowiadał nic dobrego z tej strony łowiska. Błoto i brak możliwości rozłożenia 2 namiotów na 11 trochę nas podłamało no i do tego ten wiatr. O przewożeniu pontonem całego sprzętu na wyspę nawet nie chciałem myśleć. I dopiero na miejscu też widać, że do połowy stawu nie ma stąd dostępu. A zależało nam na tym gdyż 4 dni mieliśmy być sami na całym stawie, więc szkoda byłoby zmarnować taką szansę i tego nie wykorzystać. Udajemy się na drugi brzeg. Interesujące nas stanowiska to 1,2,3. Na miejscu cisza i spokój. Stanowiska osłonięte drzewami doskonale izolują od wiatru. Stanowisko nr 1 znajduje się w najpłytszej części zbiornika, gdzie średnia głębokość wacha się od 1 do 1,5 metra. Od stanowiska nr 2 w lewo woda ma 2 metry głębokości i jest równo. Choć dno jest bardzo płaskie i nie ma co szukać dołków czy górek, to oboje obawiamy się płytkiej wody, zwłaszcza, że temperatura w nocy spadała do 0 st. C. i byliśmy przekonani że ryba lepiej będzie żerować w głębszej części zbiornika. Wybór stanowiska o tej porze roku moim zdaniem to 80% sukcesu, szczególnie 700 km od domu i świadomością że można wrócić z niczym. Dlatego po bardzo długich sporach ja wybrałem stanowisko 3, a kolega Krzysiek stanowisko nr 2. Tak było dość bezpiecznie, bo mieliśmy dostęp do całego stawu co dawało duże nadzieje i zwiększało nasze szanse.
Powrót pod recepcje, zmiana rezerwacji, opłaty, odebranie klucza do własnego prysznica (kaucja 20 zł dostaje się klucz + karteczkę, oraz informację że przy zwrocie klucza kasa wraca. I tu ważna informacja klucze każdemu dają tylko za kaucję! ale jak się chce klucz zwrócić każą oddać karteczkę bo inaczej twierdzą, że się klucz dostało bez kaucji. Trochę głupi niuans jak na taki poziom samego ośrodka zwłaszcza że to tylko 20 zł. A o tym, że kartka taka ważna nikt na początku nic nie mówił. No chyba, że tylko ja miałem taką dziwną sytuację) No i wreszcie jedziemy z całym sprzętem na nasze stanowiska. Zjazd z parkingu na groble stawu - dla auta osobowego - tragedia! Zakopaliśmy się i trzeba było odpinać przyczepkę i najpierw auto wypchać, a później przyczepę. Przekroczenie 20 metrowego odcinka zajęło nam 40 minut wiec byłem mocno wkurzony- i do tego cały w błocie. O kilka taczek żwiru aż się prosi. Miałem zrobić zdjęcie auta, a raczej błotnej skorupy na kołach i podpisać "dojazd na stanowisko nr 3":) Niestety, albo na szczęście deszcz padał cała noc i doprowadził auto do normalnego wyglądu. Dojazd na stanowiska jest marny, jest wąsko. 2-3 metry szerokości, więc o 2 autach nie ma co marzyć że się wyminą. I przede wszystkim koszmar dla wędkarzy bo jeżeli ktoś się już rozłożył przykładowo na stanowisku nr 5 a ja chciałbym dojechać na stanowisko 3 to musi się składać. Nie wyobrażam sobie niedzieli w sezonie gdzie siedzi 5 wędkarzy i jedzie ktoś na ostatnie czyli 1 stanowisko i wszyscy muszą się składać. Jakieś nieporozumienie!
Po dotarciu na miejsce, zmęczeni przeprawą i dość mocno wnerwieni tą sytuacją zaczęliśmy się rozpakowywać. I tu cały nasz wcześniejszy plan poszedł w.. Każdy chciał tylko wywieźć zestawy, szybko się rozbić i spać, więc kombinowanie odpuściliśmy sobie na kolejny dzień. Krzysiek wybrał miejsce na 1,8 m, ja markera z kamerą postawiłem na 2 metrach. Było tam jakieś 10 cm mułu, ale wszędzie go było tyle więc się tym nie przejmowałem i najważniejsze co mnie interesowało woda miała 12 st. C. Tam wywiozłem 2 wędki, a jedną postanowiłem wywieźć w najgłębsze miejsce jakie znalazłem czyli 2,8 m mniej więcej na wprost stanowiska 6. Tam termometr wskazywał 13,5 st. C. Co miało mi przynieść sukces.
Powrót pod recepcje, zmiana rezerwacji, opłaty, odebranie klucza do własnego prysznica (kaucja 20 zł dostaje się klucz + karteczkę, oraz informację że przy zwrocie klucza kasa wraca. I tu ważna informacja klucze każdemu dają tylko za kaucję! ale jak się chce klucz zwrócić każą oddać karteczkę bo inaczej twierdzą, że się klucz dostało bez kaucji. Trochę głupi niuans jak na taki poziom samego ośrodka zwłaszcza że to tylko 20 zł. A o tym, że kartka taka ważna nikt na początku nic nie mówił. No chyba, że tylko ja miałem taką dziwną sytuację) No i wreszcie jedziemy z całym sprzętem na nasze stanowiska. Zjazd z parkingu na groble stawu - dla auta osobowego - tragedia! Zakopaliśmy się i trzeba było odpinać przyczepkę i najpierw auto wypchać, a później przyczepę. Przekroczenie 20 metrowego odcinka zajęło nam 40 minut wiec byłem mocno wkurzony- i do tego cały w błocie. O kilka taczek żwiru aż się prosi. Miałem zrobić zdjęcie auta, a raczej błotnej skorupy na kołach i podpisać "dojazd na stanowisko nr 3":) Niestety, albo na szczęście deszcz padał cała noc i doprowadził auto do normalnego wyglądu. Dojazd na stanowiska jest marny, jest wąsko. 2-3 metry szerokości, więc o 2 autach nie ma co marzyć że się wyminą. I przede wszystkim koszmar dla wędkarzy bo jeżeli ktoś się już rozłożył przykładowo na stanowisku nr 5 a ja chciałbym dojechać na stanowisko 3 to musi się składać. Nie wyobrażam sobie niedzieli w sezonie gdzie siedzi 5 wędkarzy i jedzie ktoś na ostatnie czyli 1 stanowisko i wszyscy muszą się składać. Jakieś nieporozumienie!
Po dotarciu na miejsce, zmęczeni przeprawą i dość mocno wnerwieni tą sytuacją zaczęliśmy się rozpakowywać. I tu cały nasz wcześniejszy plan poszedł w.. Każdy chciał tylko wywieźć zestawy, szybko się rozbić i spać, więc kombinowanie odpuściliśmy sobie na kolejny dzień. Krzysiek wybrał miejsce na 1,8 m, ja markera z kamerą postawiłem na 2 metrach. Było tam jakieś 10 cm mułu, ale wszędzie go było tyle więc się tym nie przejmowałem i najważniejsze co mnie interesowało woda miała 12 st. C. Tam wywiozłem 2 wędki, a jedną postanowiłem wywieźć w najgłębsze miejsce jakie znalazłem czyli 2,8 m mniej więcej na wprost stanowiska 6. Tam termometr wskazywał 13,5 st. C. Co miało mi przynieść sukces.

Najgłębsze miejsce, czyli stanowisko nr 6.
Pod kamerę postanowiłem zanęcić dość sporo jak na tę porę roku. Choć dla (niby) "120 karpi powyżej 10 kg" przygotowujących się na zimę 5 kg zanęty nie wydawało mi się dużo. 2 kg konopi, 1 kg peletu 9 mm, 1 kg kulek 16 mm wanilia i 1 kg kulek 16 mm truskawka-ryba i puszka kukurydzy konserwowej. To wszystko szeroko rozsypane aby zwiększyć obszar nęcenia i zmniejszyć możliwość szybkiego najedzenia się. Wyszedłem z założenia, że najpierw zmuszę karpie do żerowania, a jak karpie przyjdą to PVA do haczyka i tak będę starał się je skłonić do brań. Najważniejsze żeby przyszły pod kamerę i żeby pobudzić je do żerowania zwłaszcza, że były to pierwsze dni ochłodzenia, a cały wrzesień był piękny i było cieplej, więc obawiałem się, że ten skok temperatury mógł ostudzić ich apetyt. Pod 2 markera postanowiłem już nęcić punktowo. 2 garści konopi, tyle samo peletu, trochę kukurydzy konserwowej i po 20 kulek każdego smaku. Kulki trochę rozsypane, reszta bezpośrednio na zestaw. Pełen dobrej myśli poszedłem spać. W nocy 2 brania z pod kamery. Metrowy odjazd i stoi. Po zacięciu ściągnąłem markera typu H, o którym zapomniałem wieczorem. Drugie branie też bez efektu. Z głębokiego miejsca nawet nie piknęło. Rano spojrzenie na kamerę i niestety nic nie wyzbierane, do tego wszystko się zapadało w muł. Moje nęcenie bardziej skupione pod kamerę. 1 kg konopi, 1 kg peletu i łącznie 1 kg kulek. Donęcenie garścią kulek głębszej miejscówki i czekanie na branie. Niestety cały dzień i noc bez brania.
Jest wtorek i postanawiam porzucić głównego markera. Byłem o tyle w komfortowej sytuacji że cały czas widziałem na monitorze co się pod nim dzieje i w razie czego mogłem znów wrócić tu z wędką. Wsiadłem na ponton i popłynąłem od stanowiska nr 1 na prawo. Co mnie najbardziej zdziwiło, to że temperatura wody na 1 metrze głębokości jest taka sama jak na 2 czy na 2,5 metrach! Dla mnie szok bo byłem przekonany, że przy 3 st. C na zewnątrz woda powinna się szybciej wychładzać na płytszej wodzie i tym samym zmuszać karpie do szukania cieplejszych miejsc. Nic bardziej mylnego. Teraz wiem, że na takim niewielkim zbiorniku (około 6ha) wiatr doskonale miesza wodę i temperatura nie odgrywa tu tak wielkiego znaczenia. Do tego zbiornik od stanowiska nr 1 w prawo jest mocno zarośnięty wywłócznikiem i inną roślinnością pokrytą milionem pełzających robaczków, więc tym bardziej nie dziwie się że karpiom nie chce się stąd ruszyć. Podczas pływania na pontonie zaobserwowałem 2 piękne spławy przestraszonych pontonem ryb. Postanowiłem oba te miejsca zaznaczyć markerami typu H. Oba miejsca miały twarde, piaszczyste, czyste dno, a dookoła był muł.
Jest wtorek i postanawiam porzucić głównego markera. Byłem o tyle w komfortowej sytuacji że cały czas widziałem na monitorze co się pod nim dzieje i w razie czego mogłem znów wrócić tu z wędką. Wsiadłem na ponton i popłynąłem od stanowiska nr 1 na prawo. Co mnie najbardziej zdziwiło, to że temperatura wody na 1 metrze głębokości jest taka sama jak na 2 czy na 2,5 metrach! Dla mnie szok bo byłem przekonany, że przy 3 st. C na zewnątrz woda powinna się szybciej wychładzać na płytszej wodzie i tym samym zmuszać karpie do szukania cieplejszych miejsc. Nic bardziej mylnego. Teraz wiem, że na takim niewielkim zbiorniku (około 6ha) wiatr doskonale miesza wodę i temperatura nie odgrywa tu tak wielkiego znaczenia. Do tego zbiornik od stanowiska nr 1 w prawo jest mocno zarośnięty wywłócznikiem i inną roślinnością pokrytą milionem pełzających robaczków, więc tym bardziej nie dziwie się że karpiom nie chce się stąd ruszyć. Podczas pływania na pontonie zaobserwowałem 2 piękne spławy przestraszonych pontonem ryb. Postanowiłem oba te miejsca zaznaczyć markerami typu H. Oba miejsca miały twarde, piaszczyste, czyste dno, a dookoła był muł.

Moja miejscówka. Jak się później okazało to z tego miejsca wyciągnąłem wszystkie moje karpie.
Pierwszy marker powędrował w miejsce gdzie było 80 cm głębokości, a 2 na głębokość 1,2 m. Zmiana miejsca i zmiana taktyki. Na zestaw nęciłem 2 garście konopi, tyle samo peletu, 1/4 puszki kukurydzy konserwowej i do tego 7 cm PVA ze skruszonych kulek o smaku truskawka-ryba zalanych boosterem truskawkowym. Haczyk kurv shank nr 8, kulka pływająca 14 mm star baits-a z jednym ziarenkiem czerwonej kukurydzy na wierzchu co sprawiało, że kulka dosłownie milimetr unosiła się nad dnem. Na 2 zestaw kulka zbalansowana 14 mm signal z plastikową kukurydzą co dawało podobny efekt. I takie samo nęcenie. 3 zestaw postanowiłem przenieś ze stanowiska nr 6 na stanowisko 3 pod kamerę. I tam z racji tego że cała poprzednia zanęta zapadła się w mule zastosowałem nęcenie punktowe. Haczyk numer 6 i kulka 20 mm zbilansowana hot demon star baits-a.

Zestaw z zanętą gotowy do wywozu.
Pierwsze branie około godz. 19 z 1,2 m wody. Krzysiek zaciął bo ja mocno spałem, niestety nie dość, że ryba się wypięła to zaplatała zestaw w markera który został ściągnięty. Długo szukałem tego miejsca ale tak naprawdę do tej pory zastanawiam się czy skutecznie. Postawiłem markera tym razem z rurek PCV, ten sam zestaw, tyle samo zanęty. Tylko czy miejsce to samo?? 23 godzina i branie z 80 cm, ostro jedzie. Zacinam, czuje tylko zielska. Krzyczę do Kumpla żeby dawał ponton. Podpływa i zaczynamy płynąć do ryby. Trochę jestem zdenerwowany bo wciąż czuję tylko zielska. Udaje nam się z nich uwolnić i zaczynam walkę z rybą. Boję się siłowo ciągnąć ze względu na mały haczyk i hol trwa jakieś 15 minut. Po 5 podejściu do podbieraka ryba trafia do środka. Moja radość nie ma granic!!! Większego karpia na oczy nie widziałem wiec tym bardziej się cieszę. Na brzegu okazuje się, że karp ma 18 kg! I Jest to moja życiówka! Kilka szybkich fotek, do worka karpiowego i do wody. Jeżeli chodzi o haczyk to cały przebił twardą dolną wargę i nie było podstaw do obaw. Zestaw powędrował do wody z taką sama jak poprzednio ilością zanęty. Idziemy szybko spać bo całkiem dobrze się zapowiada. Temperatura wody wynosi 12 st. C a na dworze jest tylko 4 st. C.


Mój chytry zestaw po wrzuceniu do wody.

Podano do stołu.

Jak wisienka na torcie. Smacznego!

Na efekty nowej taktyki długo nie trzeba było czekać. Pierwszy karp wyprawy - 18 kg
Godzina 2 i budzi nas sygnał mojego sygnalizatora. Krzysiek dobiega pierwszy i zacina. Karp spokojnie daje się holować. Przejmuje wędkę, po 5 minutach i ostrej walce przy brzegu karp ląduję w podbieraku. Piękny, wydaje się jeszcze większy niż poprzedni. Waga wskazuje jednak 17 kg. Już bez zdjęć ryba wędruje prosto do worka i bezpiecznie trafia do wody, czekając na poranną sesję zdjęciową. Pełen wrażeń po dwóch wspaniałych rybach idę spać. Więcej brań już nie było i dzień również nie okazał się dla nas łaskawy. Padał deszcz i robiło się coraz zimniej.

Widać, że jedzenia tym karpiom nie brakuje - 17 kg.

Piękne karpie z Kormorana.
Rano jednak postanowiłem nie dać za wygraną i poszukać miejscówki z której było pierwsze branie. Znalazłem 3 fajne miejsca płynąc od mojego markera w stroną najbardziej wysuniętą na prawo od stanowiska nr 1. Dwa z nich przypominało to pierwsze miejsce, twarde dno, piasek i około 1,4 - 1 m głębokości na skraju roślin. I jedno niedaleko trzcin piękne oczko o średnicy około 1,5 metra, głębokość 90 cm. Czysty piasek, a dookoła rośliny pod samą powierzchnie. Bajeczne miejsce. Markera postawiłem na końcu tego oczka, jakieś 20 cm w roślinach, żeby nie wzbudzał podejrzeń ryb. Miejsce to pokazały mi kaczki, które przez większą cześć dnia nie opuszczały tego miejsca, więc postanowiłem sprawdzić co one tam szukają. Postanowiłem 3 zestaw tam właśnie postawić.

Kaczki i świetna miejscówka pod nimi:)
Przygotowując zestaw w namiocie zobaczyłem na ekranie mojego monitora ogromnego karpia jak pobiera pokarm pod kamerą. Trochę mnie to zdziwiło bo od 2 dni tam nie nęciłem, a cała zanęta zapadła się w muł. Karp około 7 razy pokopał w mule i popłyną dalej. Szybka zmiana decyzji i wędka zostaje pod kamerą. Tamto oczko odstąpiłem Krzyśkowi, którego namówiłem na zmianę zestawu z dużego haczyka i kulki 20 mm na mój przypon i kulkę 14 mm z kukurydzą konserwową na wierzchu. Około godz. 24 ja jeszcze się kręciłem koło namiotu, Krzysiek już poszedł spać. Nagle krótkie pi... pobiegłem zobaczyć. Hanger na jego wędce podjechał do kija, szczytówka się trzęsie, żyłka napięta, ale nie jedzie. Nie czekam, zacinam... Siedzi! Zaczynam holować i wołam kolegę. Przekazuję mu wędkę i biegnę po ponton. Takie dziwne branie spowodowane było tym, że karp nie musiał daleko uciekać. Kryjówkę miał pod nosem, więc po ukłuciu wbił się pół metra w rośliny i czekał. Hol był ciężki ze względu na tony zielska jakie zbierała żyłka. Ale udało się ich pozbyć i jak równy z równym mogliśmy z nim walczyć. Po kilku ładnych odjazdach wreszcie skapitulował i trafił do podbieraka. Jest potwornie zimno i dopiero teraz uświadomiliśmy sobie, że mamy na sobie tylko dresy do spania. Rozgrzewamy się śmiechem, a ja dodatkowo wiosłami. Ważenie na brzegu i... 18 kg! Kolejna piękna ryba! Cieszę się, że karp wziął z mojego miejsca i na mój chytry zestaw. A Krzysiek cieszy się z pierwszej swojej ryby na tej zasiadce.

18 kilogramowy "grubasek" kolegi. Mały haczyk i delikatny hol pozostawił niewielki ślad w pysku ryby. Jednak jak widać na zdjęciu "sezon" już taki delikatny nie był.
Kolejne branie 7 rano. Tym razem pięknie jedzie z kołowrotka, aż żal zacinać:D Krzysiek kolejny raz był pierwszy i to on zaciął. A ja już zrobiłem resztę. Kolejny piękny hol i ostra walka pod brzegiem. Te karpie są naprawdę niesamowite! Rewelacyjnie walczą, są w świetnej kondycji i do tego mają przepiękne kolory! Życzę każdemu takich zdrowych i walecznych miśków. 3 karp z 80 cm, ten miał 14 kilo i był najmniejszym i niestety ostatnim karpiem tej zasiadki. W ostatnią noc już nie było brań. Temperatura wody spadła do 9 st. C, a powietrza do -3 st. C.

Ostatnie karpie wyprawy. Od góry 18 kg ("grubasek") i 14 kg :)

Stanowisko nr 1 i 14 kg karp.
Przyszedł piątek i pakowanie... Pominę ten nie lubiany przez wszystkich temat:)
Podsumowując złowiliśmy 4 karpie w dwa dni. Ja złowiłem 18 kg, 17 kg i 14 kg, i Krzysiek 18 kg. 2 pierwsze dni zmarnowaliśmy, a brak brań ostatniej nocy ze względu na nagły spadek temperatury wody z 12 st na 9 st. C jestem wstanie pokornie przyjąć. Pierwsze 2 bankowe miejsca pokazały same karpie spławiając się, więc może warto przy kolejnej zasiadce wziąć tę podpowiedź do siebie. 3 miejsce pokazały kaczki i teraz zawsze będę interesował się miejscami w których często przebywają. Skoro one tam znajdują pokarm to karpie też tam go znajdą. Kolejna sprawa to temperatura, wiedziałem że odgrywa ważną rolę w życiu ryb ale nie miałem nigdy okazji pływać po takim niewielkim zbiorniku pontonem i szczerze byłem zaskoczony brakiem widocznej różnicy. Jednak największą zagadką jest dla mnie karp który przyszedł pod kamerę w 4 dniu, 2 dni od ostatniego nęcenia i najwyraźniej sobie poszedł, Dlaczego nie został?? dlaczego nie wrócił?? Dlaczego tylko jeden na 6 dni?? Myślę, że gdyby zamiast mułu był tam piasek miałbym większe szanse na zwabienie tam ryb. Choćby ze względu na dużo lepsze wartości wabiące zanęty, która nie śmierdziałaby mułem i by się w nim nie zapadała. Czyli na następny wyjazd grabki:) Najważniejsze żeby wyciągnąć wnioski by lepiej się przygotować do następnej wyprawy.
Kormoran choć jest to niewielki zbiornik to nie należy do łatwych. Duża presja zawsze odbija swoje piętno na rybach. Dlatego cieszę się że będąc na nim pierwszy raz mogłem złowić tak piękne karpie w tym swoją życiówkę. A zdobyte doświadczenie na pewno zaowocuje na przyszłość.
Dziękuję Wszystkim, którzy chcieli przeczytać ten artykuł. Jest on moim pierwszym dlatego liczę na wyrozumiałość i na Wasze opinie. Do zobaczenia na karpiowych łowiskach!
Podsumowując złowiliśmy 4 karpie w dwa dni. Ja złowiłem 18 kg, 17 kg i 14 kg, i Krzysiek 18 kg. 2 pierwsze dni zmarnowaliśmy, a brak brań ostatniej nocy ze względu na nagły spadek temperatury wody z 12 st na 9 st. C jestem wstanie pokornie przyjąć. Pierwsze 2 bankowe miejsca pokazały same karpie spławiając się, więc może warto przy kolejnej zasiadce wziąć tę podpowiedź do siebie. 3 miejsce pokazały kaczki i teraz zawsze będę interesował się miejscami w których często przebywają. Skoro one tam znajdują pokarm to karpie też tam go znajdą. Kolejna sprawa to temperatura, wiedziałem że odgrywa ważną rolę w życiu ryb ale nie miałem nigdy okazji pływać po takim niewielkim zbiorniku pontonem i szczerze byłem zaskoczony brakiem widocznej różnicy. Jednak największą zagadką jest dla mnie karp który przyszedł pod kamerę w 4 dniu, 2 dni od ostatniego nęcenia i najwyraźniej sobie poszedł, Dlaczego nie został?? dlaczego nie wrócił?? Dlaczego tylko jeden na 6 dni?? Myślę, że gdyby zamiast mułu był tam piasek miałbym większe szanse na zwabienie tam ryb. Choćby ze względu na dużo lepsze wartości wabiące zanęty, która nie śmierdziałaby mułem i by się w nim nie zapadała. Czyli na następny wyjazd grabki:) Najważniejsze żeby wyciągnąć wnioski by lepiej się przygotować do następnej wyprawy.
Kormoran choć jest to niewielki zbiornik to nie należy do łatwych. Duża presja zawsze odbija swoje piętno na rybach. Dlatego cieszę się że będąc na nim pierwszy raz mogłem złowić tak piękne karpie w tym swoją życiówkę. A zdobyte doświadczenie na pewno zaowocuje na przyszłość.
Dziękuję Wszystkim, którzy chcieli przeczytać ten artykuł. Jest on moim pierwszym dlatego liczę na wyrozumiałość i na Wasze opinie. Do zobaczenia na karpiowych łowiskach!

Mój zestaw: Korda kamo leader clear, ciężarek 60 gram

I przypon combi rig, kulka 14 mm i haczyk nr 8 świetnie się sprawdziły.




Catch & release Bezpieczny powrót do wody.

No Kill! Wypuściłem go żebyś TY też mógł się cieszyć wspaniałym holem i jeszcze większa rybą! Już w przyszłym roku, a nie za 10 lat! Bo tyle czasu trzeba żeby taki karp urósł!


Łowisko bardzo fajne i z dużym potencjałem, choć trochę zaniedbane. Kiepski dojazd i mało miejsca na wędkarskie namioty trochę denerwuje. Na miejscu też dowiedziałem się, że dość sporo dużych karpi niestety padło:(
Tomek Tęcza
Tomek Tęcza
Redakcja: Artykuł został nagrodzony bonem o wartości 100zł na zakupy w internetowym sklepie karpiowym www.ravenfishing.pl. Gratulujemy
Komentarze (4)
karp
4
poniedziałek, 05 marca 2012 19:51
Damian Kosatka
Świetny artykuł. Ale moim zdaniem mogles zlapac jeszcze wieksza zyciówke jak bys zostawil ten setaw co byl mol bo sam zauwazyles ze karp podplynol i byl tak jak opisales ogromny... lepiej dwa dni jeden zestaw zostawic w jednym miejscu niech lezy a dwoma sie bawic. ale tak i tak gratulacje. pozdrawiam :)
Kormoran
3
poniedziałek, 26 grudnia 2011 11:56
Patrix
Bardzo ciekawy opis.Gratuluję połowu. Na pewno wybiorę się tam wiosną na kilkudniową zasiadkę
Kormoran
2
poniedziałek, 12 grudnia 2011 21:35
Piotr K
Miałem przyjemność karpiować na Kormoranie już kilka razy i muszę powiedzieć że to jedno z lepszych łowisk w Polsce, choć fakt że jest małe i dojazd do stanowisk nie najlepszy. Prawa strona czyli stanowiska od 1 do 6 to raczej oferta dla tych którzy mają "skromne" potrzeby, ciasno i nie ma możliwości mijania się autami. Ja łowiłem po drugiej stronie na stanowisku 7, miejsca wystarczająco, duży namiot spokojnie wchodzi, idealne podejście do kładki, dojazd na łowisko bardzo prosty, bez obawy zakopania się, no i głęboko, na tym stanowisku wyjąłem moją dotychczasową życiówkę. Sam ośrodek jest bardzo elegancki, na wypad z rodziną lepszego w Polsce nie widziałem, pyszna kuchnia i wypasione pokoje w Delfinie, zaraz obok łowiska. Kto lubi naprawdę wypocząć nad wodą, polecam to miejsce :)
Dla mnie bomba
1
poniedziałek, 12 grudnia 2011 19:27
sokool
Świetnie to wszystko opisane . Gratuluje zasiadeczki :)
Proszę zarejestruj się by móc dodawać komentarze do tego artykułu.
Poprawiony (niedziela, 11 grudnia 2011 19:21)
























































