Mięsiarzom STOP - część 1 - Marcin Janic
Do napisania tego artykułu skłoniły mnie wydarzenia, które miały miejsce nad "moją" wodą. Dowiedziałem się , że dwóch typów przyjechało na ryby na kilka dni, napompowali swój pomarańczowy ponton, nęcili kukurydzą i tłukli łapane karpie nie patrząc ani na limit, ani na wielkość.
Największy karp, jakiego udało im się zaszlachtować, miał 11kg. O tym zdarzeniu dowiedziałem się dwa tygodnie po całej sytuacji. I krew mnie zalała, bo człowiek jeździ nad wodę, dba o czystość, złapane karpie wypuszcza, żeby żyły dalej w swoim środowisku, a tutaj dwóch wędkarzy należących do PZW, kupuje worek 20-kilowy surowej kukurydzy, przyjeżdża i niszczy rybostan małego jeziorka. Chcę zaznaczyć, że woda ma ok 10h, najwięcej karpi jest w przedziale 4-7kg i stosunkowo łatwo je złowić na kukurydzę. Nie miałbym nic przeciwko, gdyby ryby wróciły do wody, albo w ostateczności były poławiane zgodnie z regulaminem PZW. Dlatego zadaje pytanie, gdzie w takiej sytuacji znajdują się strażnicy z PZW i osoby odpowiedzialne za ochronę wód??
Taka sytuacja powtarza się wielokrotnie podczas sezonu na wodach PZW i można ją mnożyć. Jednak największa "rzeż niewiniątek" czyli małych karpi odbywa się podczas zarybień, kiedy to wędkarze łowią po 10, 20 i więcej sztuk na osobę w okresie jednej doby i nikt tego nie kontroluje. Tną kroczka, bo trzeba zapełnić lodówkę swoją, rodziny, sąsiada, sąsiadki i jeszcze coś sprzedać, żeby na wódę było i kukurydza z puszki się zwróciła.Gdzie w takiej sytuacji jest PZW i czy robi coś z tym faktem???!!!
Ja mam osobiście swoją prostą teorię na temat działań związku PZW, gdzie stołki grzeją staruszki w garniturach. Aby związek istniał, muszą być członkowie. żeby ci członkowie chcieli opłacać i zanosić pieniądze do PZW, muszą mieć pewność, że KARTA WĘDKARSKA SIĘ ZWRÓCI. Więc PZW zarybia polskie wody kroczkiem karpia, robi 2 dni przerwy i wpuszcza tą hołotę- mięsiarstwo, żeby się nachwytali i był spokój.
Z drugiej jednak strony ci zwykli mięsiarze nie są tak bardzo groźni, jak "pseudo- karpiarze". Jest to specyficzny rodzaj wędkarzy, którzy podążają za modą. Teraz postaram się przedstawić portret pamięciowy takiego osobnika; - jest to osoba- wędkarz, który wcześniej poławiał ryby metodą tradycyjną za pomocą białych robaków i kukurydzy z puszki. Jednak z biegiem czasu zauważył nad wodą nowy "gatunek" wędkarza - karpiarza, który oprócz sprzętu różnił sie od innych tym, że wyciągane przez niego karpie były znacznie większe od karpi innych. Więc naszemu osobnikowi się to spodobało, zaopatrzył się w sprzęt karpiowy, kulki proteinowe, wiedzy na temat karpiowania zaczerpnął z gazet, internetu i wyruszył nad wodę. Postarał się, aby szybko wejść w grono karpiarzy poprzez dobrą "propagandę" i zaczął łowić karpie. Tylko gdzieś "po drodze" zapomniał o podstawowych zasadach, jakie obowiązują karpiarstwo czyli NO KILL oraz CATCH&RELEASE. Może z wierzchu stał się modny, jednak w środku i tak został mięsiarzem. Taki typ jest najgorszy, bo dzięki wiedzy i sprzętowi potrafi w tydzień ukatrupić tyle ryb, co zwykły wędkarz przez cały rok.
Oglądając portale karpiowe, tak
naprawdę nie ma nigdzie, albo jest naprawdę nie wiele artykułów
potępiających mięsiarstwo. Poza tym nie znalazłem nigdzie
jakiegoś wspólnego planu działania, aby polepszyć tą
sytuację. Niby każdy ma przestrzegać jakiegoś regulaminu
zamieszczanych na stronach portali ale to nie wiele zmienia. Jeśli
główny właściciel wód czyli państwo i PZW same tego
nie zaakceptują i nie wprowadzą zmian w kierunku polepszenia i
uskutecznienia polityki ochrony rodzimych wód, to już
niedługo pozostaną nam jedynie wody komercyjne, gdzie będziemy
mogli liczyć na spotkanie z dużym karpiem.
Tylko wypuszczanie dużych wcześniej złowionych karpi może zapobiec bezrybiu na naszych polskich ogólnodostępnych wodach.
Co to jest mentalność???
Wg słownika to charakterystyczny sposób myślenia i odnoszenia się do rzeczywistości, wynik przyjęcia określonych zasad i wartości, które wyznaczają sposób zachowania jednostki lub grupy społecznej. Idąc tym tropem możemy opisać polską mentalność w wędkarstwie. Ten sposób myślenia wywodzi się jeszcze z epoki realnego socjalizmu albo jeszcze dawniej. Wtedy panowało takie przeświadczenie, że wszystko jest państwowe, więc czy się stoi czy się leży, to i tak się należy. Dodatkowo należy kraść, no bo przecież się należy, a poza tym i tak nikt na to nie zwróci uwagi. Braki spowodowane "rabunkową mentalnością" nadrobi państwo, które jest naszym żywicielem. Zasady i wartości, które wyznaczają sposób zachowania jednostki lub grupy społecznej, kierowane jest przeświadczeniem, że mi się należy. Nikt z nich nie myśli, co będzie "jutro", co będą łowić następne pokolenia, jaka nastąpi degradacja środowiska naturalnego. Ważne jest tylko to, żeby zapełnić kilka lodówek rybim mięsem w trakcie sezonu.
Jest to smutne tym bardziej, że mięsiarze nie dbają o środowisko naturalne, a tylko zaspokajają egoistyczne poczucie posiadania. Śmiem twierdzić, że gdyby tylko wędkarze przestrzegali regulaminu, który obowiązuje w PZW, a PZW rygorystyczniej traktowała mięsiarzy- kłusoli, to stan polskich wód byłby nieporównywalnie lepszy. Ani jednej, ani drugiej grupie nie po drodze w kierunku poprawy sytuacji, szczególnie w momencie, kiedy słyszy się głosy dążące do całkowitego wstrzymania zarybień karpiem, tłumacząc to wypieraniem gatunków rodzimych. Spójrzmy prawdzie w oczy - koniec zarybień karpiem doprowadzi do załamania branży wędkarskiej opartej na karpiarstwie pod względem gospodarczym, a także zubożeniu oraz spadku atrakcyjności polskich wód. O tym chyba postulujący zapomnieli.
To jest pierwszy artykuł z trzech części poświęcony tematowi "polskiego mięsiarstwa" na wodach polskich a także europejskich. Następne dwie części pojawią się juz niebawem.
Marcin Janic
pozdrawiam i do zobaczenia nad wodą
Poprawiony (piątek, 19 listopada 2010 23:06)




























































