CarpTeamSport na Koblovie - część 2 - Marcin Janic
Na drugi wyjazd na łowisko Koblov umówiłem się z kolega z naszego teamu "Carp Team Sport" Olkiem Jojko na 21.08.09r. Już o 5 rano w piątek byłem u Olka, spakowaliśmy resztę pakunków, gotowane ziarno i ruszyliśmy w drogę. Bez żadnych niespodzianek nad wodą byliśmy ok 7.30.
Zobacz również: CarpTeamSport na Koblovie - część 1
Po krótkiej rozmowie z właścicielem wody wybraliśmy to samo stanowisko, co miesiąc wcześniej. Najpierw trzeba było się rozpakować, następnie zamieniliśmy kilka zdań z karpiarzami, którzy łowili już na łowisku. Wszyscy równo twierdzili, że ryba nie bierze, na dobę wyskakują 2-3 brania. Nie zrażeni tym wcale zabraliśmy się za przygotowanie łowiska, postawiliśmy bojki a następnie zanęciliśmy. Do wody poleciała gotowana kukurydza, rzepak z konopiami, pellet i kulki, jednak nie w dużych ilościach. Uważam, że na zbiornikach komercyjnych bez sensu jest nęcić dużą ilością zanęty, bardziej liczy się jakość, nie ilość. Mimo słabych brań już pierwszego popołudniu w piątek odnotowaliśmy 8 brań, z czego dwa nie zdążyłem zaciąć, jeden karp się spiął, a jeden zerwał mi cały zestaw w miejscu, gdzie żyłka musiała być uszkodzona z ostatniej wyprawy. Natomiast Olek wyholował 4 sztuki w granicach od 8 do 15kg. Noc była bez brań, więc mogliśmy się spokojnie wyspać.
Następnego ranka po przewiezieniu zestawów przygotowaliśmy sobie śniadanie. Po ok. 2 godzinach najpierw pisk sygnalizatora u Olka wyrwał nas z letargu, a w momencie gdy karp znalazł się w podbieraku, na mojej lewej wędce swinger powędrował w górę, a terkot bigbajta oznajmił o odjeździe. Natychmiast zaciąłem i po dość długim holu moim oczom ukazał się naprawdę piękny karp pełnołuski. Oba karpie znalazły się na macie. Waga przy karpiu od Olka wskazała 8kg, natomiast przy ważeniu mojego karpia wskazówka zatrzymała się na wysokości 17kg!!. Radość, ponieważ pobiłem swój własny rekord z Koblov, który wynosił 15kg.
Mimo tych ryb, popołudnie
upłynęło w oczekiwaniu na branie.. Obserwując karpiarzy na innych
stanowiskach stwierdziłem, że nigdzie nic się nie dzieje. Ryba
całkowicie przestała żerować. Może to wina pogody, ponieważ po
poprzednim dniu, w którym świeciło słońce i było 30C,
nagle zrobiło się deszczowo, parno, raz ciepło, za chwilę powiał
wiatr, który był zimny i cały czas zanosiło się na deszcz,
który mimo wszystko nie chciał padać a ciśnienie skakało.
Dopiero po zmroku na mojej prawej wędce swinger najpierw lekko
opadł, po czym dobił do kija. Szybko zaciąłem, ale niestety ryba
w ogóle się nie zapięła. Trochę zły szybko zmieniłem
przynętę i zestaw szybko powędrował do wody. Nie trwało długo,
a na drugiej wędce pisk sygnalizatora oznajmił branie. Odjazd,
szybkie zacięcie i miły ciężar wybiera żyłkę. Po chwili udało
się zatrzymać rybę i już hol odbył się bez większych kłopotów.
Na macie wylądował karp o masie 12kg. Po zrobieniu kilku fotek i
zdezynfekowaniu rany ryba w dobrej kondycji wróciła do wody.
Reszta nocy płynęła na oczekiwaniu, podobnie jak poranek. Podjęliśmy decyzję, że pakujemy się ok południa. W trakcie pakowania, suszenia mokrych worków, podbieraków i mat, praktycznie kilka minut przed zwinięciem zestawów , swinger na prawej wędce delikatnie opadł i nagle dobił do kija - szybko zaciąłem i znowu czuje miły opór na wędce. Przy brzegu zauważyliśmy, że jest to amur. Zdziwienie tym większe, że był to nasz pierwszy amur na tym łowisku. Ryba przeszła żyłkę jednej wędki od Olka, jednak bez problemu udało się ją doholować do brzegu, a Olek chyba w trzeciej próbie podebrał rybę. Ryba jeszcze chwilę była w podbieraku, a ja musiałem przełożyć swoją wędkę pod wędką Olka, aby odplątać żyłki. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie sytuacja, w której amur, który nie opadł z sił całkowicie, machnął płetwą ogonową, pyskiem uderzył w siatkę podbieraka i przebił go odpływając z haczykiem i zestawem. Mimo luzów, jakie powstały przy odplątywaniu, haczyk bezzadziorowy pewnie trzymał się w pysku ryby. I zaczął się "mały cyrk", ponieważ żyłka przechodziła przez podbierak, którym już nie dało się podebrać ryby. Więc ja trzymałem amura na wędce, który jeszcze próbował swoich sił, Olek w górze trzymał podbierak aby żyłka nie obcierała o jego ramiona, a moja dziewczyna Marcelina szybko podała nam drugi "sprawny" podbierak zamieniając sie nimi z Olkiem. Olek w drugim lub trzecim podejściu w końcu podebrał rybę. Waga wskazała 10kg. I to był dla nas miły koniec na Koblov. W sumie złowiliśmy 7karpi i 1amura chociaż brań było więcej.
Ostatnia ryba wyprawy - amur 10kg
Marcin Janic
pozdrawiam i do zobaczenia nad wodą
Poprawiony (sobota, 05 lutego 2011 07:03)
























































