My karpiarze!!! - z przymrużeniem oka - część 1 - Darek Mirek
Nad wodą spotkać
można wiele osób. Ile osób, tyle grup społecznych.
Począwszy od plażowiczów przez wędkarzy po grupy
niewyżytych studentów szukających gdzieś ze swoją drugą
połową kawałeczka krzaczka by spokojnie "pokonwersować".
Każdą z tych wąskich grup społecznych można podzielić na podgrupy. Wędkarzy na przykład na karpiarzy, spinningistów, wyczynowców itp. Te podgrupy również można rozbić na drobniejsze. Ja zajmę się oczywiście pierwszą grupą.
Gatunek "karpiarz"
Według umownego słownika, jest to osobnik (zazwyczaj płci męskiej) przebywający nad wodą, celem osiągnięcia korzyści duchowej wypływającej z przechytrzenia a co za tym idzie z wyjęcia z naturalnego środowiska (dla nietrzeźwych WODY) jednej z prymitywnych form życia na planecie Ziemia. Chodzi tu rzecz jasna o rybę a konkretnie o karpia. To znamienne dla naszych czasów, że prawdziwy mężczyzna musi zmierzyć się z czymś wielkim, silnym i nieposkromionym co dla części karpiarzy stanowi kilogramowy olbrzym dający gieźle w kość. O łowcach narybku jednak będzie czas napisać w dalszej części. Wracając do definicji karpiarza. Ogólnie w społeczeństwie uznawany jest za dziwaka i jest to najdelikatniejsze sformułowanie jakie słyszałem. Osoba taka poświęca każdą chwilę i ostatni grosz by posiedzieć nad wodą. Obce są mu rodzinne wyjazdy do Chorwacji, kolacja z okazji srebrnego wesela z wybranką życia (to jasne, w końcu to nie dwudziestka :)), wywiadówka syna też jest mało istotna, nawet mecz z kumplami nie jest go w stanie przekonać. Nie! On jedzie nad wodę i koniec. Na samą myśl o widoku tri-poda (prymitywny stojak zbudowany na potrzeby karpiarzy właśnie, za który płacą ogromne pieniądze) na brzegu glinianki trzęsie się nie mogąc zebrać myśli. Sygnalizator dźwięczy mu w uszach już od tygodnia. Nie zwraca uwagi nawet na niedosoloną zupę żony. Marudzenie teściowej też go nie rusza. On myślami jest już w pontonie z wiaderkiem kulek, konopi, pelletu i "karpiowych sosów". I nie pomoże płacz, lament, groźby, prośby, próby przekupstwa. W końcu nie ma nic ważniejszego a sezon jest taki krótki..
Podgrupa: tradycjonalista
Jest to podgrupa często spotykana nad naszą wodą. Cechuje się ona
okazałym, nazwijmy to wiekiem (choć to nie reguła). Ich motto to "jak ryba nie bierze to nic nie zrobisz" i drugie, nie mniej
oryginalne "ryba pływa po całym stawie?. Tradycjonaliści
wierni są zasadom. Tak zwana stara szkoła. Łowią głównie na ziemniaka, kukurydzę i czasem
na czerwonego. "Kanapka" z kukurydzy i czerwonego to już
prawdziwy szczyt ekstrawagancji. Nie uznają kulek, pelletu, czy
innych diabelskich wynalazków. Jak się ostatnio dowiedziałem
od osobnika tejże grupy "ryba ma brać na to, co jej dam a nie na
co ona chce". Denerwują ich wynalazki typu rod pod, swinger o
macie już nie wspominając. Zamiast karpi , dezynfekują się raczej
sami no bo jak tu nie wypić jak nie ma ryb?? Sprzęt jest dobry
(gdyby nie był nie wytrzymałby 40 lat) jednak nie skomplikowany.
Teleskop przywieziony z NRD, kołowrotek delfin, żyłka z kosiarki
ogrodowej, haki wielkości kotwicy w średnich gabarytów oraz
bombka z zoologicznego pod blokiem. Jak się jednak okazuje,
doświadczenie, które zdobywali przez lata procentuje i nie
jednokrotnie przynosi zaskakujące efekty w postaci karpia. Na
szczęście jako karpiarze stosują oni zasadę NO KILL przez co są
potępiani przez drugą połowę.

Podgrupa : Gadżeciarz
Na drugim biegunie co tradycjonalista znajduję się grupa pod jakże wdzięczną, polską nazwą "Gadżeciarz". Są oni młodzi, rządni sukcesu. Doskonale wiedzą, że bez rozwoju najnowocześniejszej technologii spotkanie z karpiem poza wigilijnym stołem jest nie możliwe. Jego arsenał jest nie przemierzony. Ich slogan to "nie idąc do przodu cofasz się!". Do jego dostarczenia nad wodę potrzebny jest mały TIR . Wszystko co pojawia się na rynku jest jego potencjalnym celem. Czasami sam zastanawia się czy poluje na karpie czy na nowinki. Rzeczy, które dla innych są nowością on dawno miał, sprawdził i kupił nowsze, lepsze, ładniejsze, droższe. Wyprzedza konkurencje. Biedna ryba nie ma szans z tak uzbrojonym przeciwnikiem. Dysponuje marynarką (pontony z silnikami, łódka sterowana zdalnie) oraz najnowszym rzecz jasna sprzętem szpiegowskim (podwodne kamery, echosondy). Zna wszystkie firmy, wszystkich liczących się karpiarzy. Wie co, ile, kiedy karp je. Jest chodzącą encyklopedią. Dla niego herbata wypita z kubeczka bez firmowego logo smakuje jak woda, nie mówiąc już o innych trunkach. Wędziska z najwyższej pułki (te z gatunku "co same łowią"). Kołowrotki potrafiące pomieścić więcej żyłki, plecionki niż liczy kilometraż naszych autostrad (tych planowanych). Firmowa czapka, bluza, spodnie, majtki, buty, zegarek, wykałaczki, zapałki, sznurówki...bez tego wszystkiego nie rusza się nad wodę. Fotka z piętnastką jest tylko kolejną okazją by zaprezentować swój profesjonalny aparat i odzież z kolekcji jesień -zima. To co posiada w "karpiowej kuchni" zawstydziłoby nawet TurboDymoMena . Paleta kolorów jest nieograniczona. Układ okresowy wygląda zabawnie w porównaniu z jego bazami, mixami itp. Jest karpiarzem kompletnym. Stosuje zasadę NO KILL prawdopodobnie dlatego, że jest modna, ale to nie ważne. Ważne, że ją stosuje!
Podgrupa : Pseudo-karpiarz ("żywiciel rodziny")
Ta grupa nie jest zaliczana o wielkiej karpiowej rodziny. Wśród pozostałych grup nie cieszą się specjalnym szacunkiem. Jest wręcz znienawidzona. Warto o nich jednak powiedzieć kilka słów by łatwiej wytropić ich nad wodą. Jak poprzednicy tak i żywiciele (zwani dalej mięsiarzami) mają swoje hasło. Brzmi mi ono : "karta się musi zwrócić". Powiedzenie to zaczerpnięte jest ze szeroko rozumianego "wędkarstwa", a wśród prawdziwych karpiarzy stało się przysłowiową "płachtą na byka". Mięsiarze nastawieni są na selekcje. Wiadomo nie od dziś, że duże ryby nie są dobre. Śmierdzą mułem itp. dlatego też mięsiarze w służbie narodowi, niczym myśliwi selekcjonują nasze wody. Nie chcieli byśmy chyba żeby pływały w nim złe ryby?! Uznają oni, że wydatek rzędu sto parę złotych obliguje ich do wynoszenia znad wody wszystkiego co nie ucieknie przez oczko siatki. Są grupą szczególnie niebezpieczną gdyż w odróżnieniu od mięsiarza pospolitego dysponują dużą wiedzą na temat odłowu karpi, amurów. Są wykwalifikowani do zapełniania lodówki. Oczywiście twierdzą, że ryby nie zabierają, ale gdy tylko nikt nie widzi uruchamiają swój arsenał. Pałkę, nóż, tackę do skrobania ryb, lodówkę samochodową. Często działają w grupach. Myśliwy zajmuję się oprawianiem zdobyczy zaś kolejni są swoistymi obserwatorami. Reagują na najmniejszy ruch. Dając sygnał ostrzegają przed niebezpieczeństwem w postaci innych wędkarzy lub straży. Stwierdzenie, że "jeśli ja nie wezmę zrobi to ktoś inny" zaprowadziło ich do tego iż nie łowią dla przyjemności lecz z obowiązku. Przyznacie, że ostatnie kilka zdań jest mało zabawne no ale ludzie! Z czego tu się śmiać?? Zostawmy ich zatem naszemu, karpiowemu społeczeństwu. I idźmy dalej... W końcu zrobimy porządek.
Jak zawarte jest w tytule - tekst traktowany jest humorystycznie. Powyższy tekst nie ma na celu urażenia kogoś. Zbieżność osób pasujących do opisu jest całkowicie niezamierzona:)
Darek Mirek
Poprawiony (poniedziałek, 19 października 2009 15:16)

























































"jak ma wziac to i tak wezmie"