Mięsiarzom STOP - część 2 - Marek Starczewski
"Panie, kiedyś to ryba brała, nie to
co teraz" - z tymi słowami na pewno każdy z nas spotkał się
wielokrotnie, albo wypowiadał je sam wyklinając rybostan ,,naszych"
wód. Idąc dalej tym tropem zadam pytanie - Kto zastanawiał
się nad tą sytuacja, gdzie tkwi problem pogarszającego się
rybostanu wód??. Odpowiedz jest dość prosta....
- kłusownictwo, nieudolne władzę PZW i pazerni MIESIARZE - to oni są winni degradacji naszych wód.
Zacznijmy od początku, czyli od daty powstania PZW, związek istnieje od 1950 roku, a jego głównym hasłem jest m.in.,,przyczynianie się do popierania, podnoszenia i ochrony rybostanu w kraju" - piękne słowa, ale jak jest naprawdę, każdy wie. Związek powstał w latach powojennych, były to czasy trudne dla wszystkich dziedzin gospodarki, jak i życia. Myślę, ze mało kto myślał o wędkarstwie. Sytuacja zaczęła się zmieniać w latach 70tych, choć nadal była trudna, rybki pływały w wodzie, ale wędkarze nie mieli sprzętu, często łowili na wędki wykonane z leszczyny. Na zachodzie w tym samym czasie powstawały pierwsze kluby karpiowe. Diametralna zmianę przyniósł upadek komunizmu, sklepowe półki zaczęły zapełniać się sprzętem wędkarskim, od tej chwili możemy mówić o rozwoju miesiarstwa w kraju. Miesiarze ruszyli do akcji łowiąc wszystko, co miało ogon i głowę, nie bacząc na limity i wymiary ochronne, na szczęście wielu z nich uważało w tamtych czasach, ze karp to ryba nie do złowienia, dając jej spokój. Myślę, ze lata 80te i 90te to tez początki karpiartswa w Polsce i pierwszych karpiarzy. Zatrzymajmy się w tym miejscu i określmy, kim naprawdę jest Karpiarz. Czy aby nim być, wystarczy po prostu łowić karpie, czy tez złowić medalowa sztukę? Otóż nie! Wyżej wymieniony, to tylko wędkarz łowiący karpie. Karpiarz to człek, który ponad wszystkie inne przekłada ten jeden gatunek, stara się dowiedzieć o nim i jego połowie jak najwięcej. Kapiarzem nie jest się z postanowienia. Nim się staje. To setki godzin spędzonych na łowieniu, dziesiątki godzin na obserwowaniu wody, to lata rozważań i analiz. Niektórzy staja się karpiarzami w ogóle nie zdając sobie z tego sprawy, inni myślą, ze nimi są, przypadkiem łowiąc pietnastokilowca przy okazji zasiadki ze sprężyną na leszcza. Czy wtajemniczony łowca karpi czymś jeszcze się wyróżnia? I to nie jeszcze, a przede wszystkim. On wypuszcza złowione karpie. Lecz nigdy nie używa często spotykanego w wędkarstwie sformułowania "darować życie". Karpiarzowi daleko do tego typu wspaniałomyślnych zachowań. On dla swojego przeciwnika jest równorzędnym partnerem. Liczy się walka nie zdobycz. Wypuszczanie karpi wśród wielu wędkarzy napotyka opory, całkowity brak zrozumienia czy może brak chęci zrozumienia. Dotyczy to zwłaszcza tych, którzy cypriniusa łowią jedynie sporadyczni. Można tę sprawę rozpatrywać z dwóch punktów widzenia. Pierwszy mówi o łowieniu jako o przyjemności samej w sobie. Drugi bardziej pragmatyczny, opiera się na biologicznych uwarunkowaniach i skutkach, jakie niesie zabieranie ryb. Stąd konieczna jest wiedza o biologii tego gatunku, a przede wszystkim o tym, ze w naszych szerokościach geograficznych, w naturalnym środowisku karpie same się nie rozmnażają. Tak wiec, aby mogły się tam znaleźć w odwiedzanym przez nas łowisku, musi ono zostać nim zarybione. Informacja taka powinna miesiarzowi uświadomić wszystko. W naszym jeziorze jest określoną ilość karpi, która zwiększyć się może jedynie poprzez regularne zarybienia, natomiast szybko może ulec zmianie dzięki miesiarzom i ich niepohamowanej chęci zabierania wszystkiego, co zmieści się do siatki. Pewnie każdy z nas obserwował co dzieje się po jesiennych i wiosennych zarybieniach, trwa rzeż. Karpiki wyławiane są dziesiątkami i setkami kilogramów, zaledwie parę procent ma szanse urosnąć do przyzwoitych rozmiarów.
Karpiarstwo obecnie jest najprężniej rozwijającą się dziedziną wędkarstwa w Polsce, co ogromnie nas cieszy, mamy łatwy dostęp do sprzętu, powstają liczne kluby i strony internetowe z fachowa wiedzą, coraz więcej osob uznaje zasadę CATCH&RELEASE. Możemy mówić o modzie karpiowej. Ale każdy medal ma dwie strony, do całej tej dobroci maja również dostęp miesiarze, którym daleko do zasady NO KILL. To, ze karpie w wodzie jeszcze są, to brak umiejętności rzeźników. Ale co będzie, jeżeli co dziesiąty stanie się łowca karpi. Zostanie nam tylko komercja bądź poszukanie nowego hobby.
Miesiarze doprowadzili do dużego spustoszenia w naszych wodach do tego stopnia, ze w niektórych częściach kraju niektóre gatunki ryb są na skraju wyginięcia Jeżeli sytuacja, a raczej mentalność nie ulegnie zmianie, to nasze wędki przestaną być nam potrzebne.
Jedynie wypuszczanie złowionych karpi i stosowanie zasady NO KILL sprawi, że nasze wody będą rybne i bogate w rybostan.
Marek Starczewski
pozdrawiam i do zobaczenia nad wodą
Poprawiony (środa, 21 października 2009 11:04)





























































Ludzie sami muszą się przekonać ,ale MY MUSIMY im to podpowiadać jak reklama biedronki!!!NON_STOP...NO_KILL