Sierpniowa zasiadka - Michał Szwed
Na początku sierpnia wraz z kolegą postanowiliśmy, że nasza zasiadka odbędzie się na dobrze nam znanym łowisku. Jest to mały staw z bujną roślinnością podwodną, brzegi są łatwo dostępne z wszystkich stron.
W stawie pływa duża liczba amura od 30 cm do "podkładów kolejowych" w wadze około 25kg, karpia jest bardzo dużo, ale najczęściej poławiane są sztuki w granicach 4 kilogramów . Co nie oznacza, że w tym łowisku nie ma dużych karpi (15/20 kg) które wielokrotnie obserwowałem i w wodzie i na macie. Nasza zasiadkę planowaliśmy dość długo, aby nie było miejsca na błąd. Wybraliśmy część brzegu, na której wędkuje najmniej wędkarzy, aby nie przeszkadzać sobie nawzajem. Miejsce było dokładnie wysondowane, głębokość łowiska 2,5 metra z dnem lekko mulistym (lecz o niezbyt intensywnej woni).
Po rozmowie z kolegom
postanowiliśmy zanęcić miejsce kukurydzą, peletem i kulkami własnej produkcji
wszystko o zapachu pomarańczy. Na pierwsze nęcenie 5 kg kukurydzy 1 kg peletu i tyle samo kulek.
Ponieważ łowisko nie znajdowało się daleko od brzegu można było nęcić nawet
ręką (jeśli chodzi o kulki) a cała reszta "paszy" dla bobasów poszła
w wodę za pomocą procy. Po ,,perfekcyjnym" zanęceniu zaczęliśmy umieszczać
zestawy w wodzie. Pierwsza wędka na pojedynczą kulkę druga na kukurydze na
włosie, kolega postąpił podobnie. Po chwilce zestawy w łowisku, wędki na
podpórkach, sygnalizatory ustawione. A więc mogliśmy się zabrać za rozkładanie
namiotu i reszty gratów potrzebnych do przetrwania 14 dni nad wodą. Mimo mocno
grzejącego słoneczka poszło nam to dość zgrabnie i po jakichś 3 godzinach
siedzimy na krzesełkach przy kawie i odpoczywamy.
Do kolacji nic się totalnie nie dzieje ale nie przejmujemy się tym, w końcu to
dopiero pierwszy dzień.
Od godziny 21 zaczyna się jednak coś dziać następuje pierwsze branie na wędkę
kolegi bardzo energiczne jednak ryba się spina po krótkim holu. Po wygięciu
wędki oceniamy na coś większego ale to tylko takie gdybanie, cóż nie
widzieliśmy ryby. Zastanawiamy się w czym był błąd jednak zestaw dobrze
zmontowany przypon też w porządku, więc to musiał być po prostu przypadek. Po
krótkiej chwili następuje następne branie i na brzegu ląduje mały amur po nim
cała rodzinka podobnych mu rozmiarami amurów (ok. 50 cm) brania ustają około
godziny pierwszej w nocy. Jesteśmy zmęczeni ale postanawiamy, że do rana
zostajemy na stanowisku jednak nic już do rana się nie dzieje. Nad ranem tylko
śniadanie i krótka drzemka w trakcie której następuje jedno branie jednak ryba
się nie zacina z niewiadomych powodów. Zestaw znowu wędruje do wody a kolega do
śpiwora. Cały dzień upłynął na opalaniu się. Około godziny 20 postanawiamy
zanęcić nasze łowisko. Po czym dopiero około godziny 21 następuje pierwsze
branie i tym razem na macie ląduje mały karpik po nim dwa następne ich rozmiary
niezbyt nas zadowalają jednak mamy pewność, że nie tylko amury wyjadają nasze
specjały z łowiska. Następuje jednak przerwa w braniach, którą dopiero o
godzinie 12:30 w nocy przerywa okropny pisk sygnalizatora i jazgot hamulca. Po
niezbyt długiej walce na brzegu ląduje nawet ładny karp, a następnie w worku
czeka na zdjęcie. W trakcie umieszczania karpia w worku kolega zacina i holuje
bez mniejszego problemu karpia. Który na nasze nieszczęście okazuje się
ostatnią rybą wyprawy wyjętą na brzeg. Poranna sesja zdjęciowa też niezbyt
szczęśliwa ponieważ w aparacie zabrakło zdjęć i tylko mogliśmy zrobić jedno
zdjęcie dwom rybom.

Pogoda się zepsuła zaczyna padać i niesamowicie wiać. Temperatura się obniżyła i natychmiast skończyły się brania. Jednak obserwowaliśmy ryby w łowisku tuż pod powierzchnią. Jednakże nie miały ochoty na nawet najbardziej wymyślne smakołyki. Dopiero gdy pogoda 5 dnia się polepszyła znowu odnotowaliśmy parę brań. Jednak ryby nie dawały się wyciągnąć z wody. Nie przejmując się tym nęciliśmy nieustannie tym czym na początku. Do końca pobytu nad wodą mieliśmy jeszcze wiele brań jednak żadna ryba nie wylądowała na macie. Nasz pobyt skończył się jakby niespodziewanie całe te 14 dni upłynęło w mgnieniu oka. Nie martwiąc się z wielu przegranych pojedynków przyrzekliśmy, że w tym roku znowu się zmierzymy i zobaczymy kto jest lepszy łowca czy ryba.
Michał Szwed
Poprawiony (czwartek, 05 listopada 2009 21:32)























































